Czym pachniał wedyjski świat?

Dym kadzidła, aromat drzewa sandałowego, woń jaśminu i szafranu – tak najczęściej wyobrażamy sobie zapachy dawnych Indii. Gdy wchodzimy dziś do hinduistycznej świątyni, otacza nas gęsta mieszanina kadzideł, olejków i kwiatów. Łatwo odnieść wrażenie, że podobnie pachniały również najstarsze rytuały opisane w Wedach.

To jednak złudzenie. Okazuje się, że świat znany z pierwszych hinduskich tekstów pachniał zupełnie inaczej niż współczesne Indie. Co więcej, wiele zapachów, które dziś uważamy za nieodłączny element hinduizmu, pojawiło się w kulcie dopiero wiele stuleci później. Największym zaskoczeniem jest chyba to, że w najstarszych tekstach wedyjskich niemal nie znajdziemy kadzideł w dzisiejszym rozumieniu. Owszem, występuje tam słowo gandha, oznaczające zapach lub woń, ale nie odnosi się ono do aromatycznych laseczek czy mieszanek żywic spalanych przed bóstwami. W epoce wedyjskiej „dobry zapach” był przede wszystkim cechą ludzi, zwierząt, roślin i produktów wykorzystywanych podczas ofiary, a nie samodzielnym darem składanym bogom.

Jaki zapach był zatem najważniejszy? Ku zaskoczeniu współczesnego czytelnika – zapach mleka i produktów mlecznych. Krowa stanowiła centrum świata wedyjskiego, a mleko, masło i klarowane masło (ghṛta) należały do najcenniejszych substancji rytualnych. Badacze zwracają uwagę, że właśnie ich aromat mógł być pierwotnym wzorcem „świętego zapachu”. W hymnach Atharwawedy dobra woń bywa wręcz przedstawiana metaforycznie jako coś, co można „wydoić” z kosmicznej krowy. Pachnące mleko staje się symbolem pomyślności, dobrobytu i boskiego błogosławieństwa.

Nie oznacza to oczywiście, że świat wedyjski był pozbawiony roślin aromatycznych. Wręcz przeciwnie. W tekstach pojawia się kilka gatunków, których identyfikacja pozwala wyobrazić sobie zapach otaczający uczestników rytuału. Jednym z najważniejszych był cedr himalajski (Cedrus deodara), którego drewno i żywica cenione były zarówno za łatwość spalania, jak i charakterystyczny żywiczny aromat. W tekstach bramińskich drzewo to otrzymuje wręcz kosmiczne znaczenie – jego zapach staje się zapachem samego ognia ofiarnego. Obok cedru pojawia się również guggul, czyli aromatyczna żywica pozyskiwana z balsamowca (Commiphora wightii). Do dziś wykorzystuje się ją w Indiach jako kadzidło oraz składnik medycyny ajurwedyjskiej. W rytuałach wedyjskich nie spalano jej jednak przede wszystkim dla zapachu. Znacznie częściej mieszano ją z tłuszczami lub maściami wykorzystywanymi podczas ceremonii. Teksty wspominają także o pachnących trzcinach i trawach. Jedną z nich badacze identyfikują jako znany ze współczesnego perfumiarstwa wetiwer (Vetiveria zizanioides lub Chrysopogon zizanioides), którego korzenie do dziś słyną z chłodnego, ziemistego aromatu. Inne gatunki pozostają trudniejsze do jednoznacznego rozpoznania, ale najprawdopodobniej należały do lokalnych roślin wydzielających intensywną woń po roztarciu lub spaleniu.

Co ciekawe, nie każdy ważny rytualnie zapach był przyjemny. Dla współczesnego odbiorcy może brzmieć to zaskakująco, ale niektóre teksty przypisują religijne znaczenie także woni pieczonego mięsa czy nawet padliny. Podczas ofiary zwierzęcej ogromną wagę przykładano do właściwego przygotowania mięsa, a unoszący się aromat pieczeni postrzegano jako część ofiary przeznaczonej dla bogów. Jeden z tekstów stwierdza nawet, że osoby wdychające zapach ofiarowanego konia uczestniczą w zasługach rytuału. Było to jednak charakterystyczne dla całego świata starożytnego, w którym powszechne były ofiary ze zwierząt, uznawane za szczególnie miłe bogom.

Ogromną rolę odgrywały również kwiaty. Szczególne miejsce zajmował lotos, którego aromat już w Atharwawedzie symbolizuje piękno, powodzenie i boską łaskę. Woń ziemi, kwiatów i ziół miała przynosić człowiekowi przychylność innych ludzi, chronić przed wrogością i zapewniać pomyślność. Zapach był więc nie tylko doznaniem zmysłowym, lecz także rodzajem niewidzialnej siły oddziałującej na świat.

Dopiero w kolejnych stuleciach indyjskie rytuały zaczęły przypominać to, co znamy obecnie. Rozwijała się sztuka pozyskiwania pachnących żywic, olejków i perfum, a podczas ceremonii coraz częściej pojawiały się gotowe zestawy darów obejmujące pachnidła, kwiaty, światło i kadzidło. W tekstach epickich, puranicznych i tantrycznych odnajdujemy już dobrze znane składniki: drzewo sandałowe, agar (drzewo aloesowe, agarwood), kamforę, szafran, cynamon, a nawet różne receptury perfum składających się z ośmiu lub dziewięciu aromatycznych substancji. To właśnie wtedy narodziła się znana do dziś indyjska kultura kadzideł i wonnych past.

Paradoksalnie więc zapach starożytnych Indii był znacznie mniej egzotyczny, niż zwykle sobie wyobrażamy. Zamiast ciężkiego aromatu sandałowca i kadzideł dominowały wonie świeżego mleka, klarowanego masła, drewna cedrowego, żywic oraz dymu unoszącego się znad ofiarnego ognia. Był to świat pachnący przede wszystkim rytuałem, gospodarstwem i naturą – dopiero z biegiem wieków przekształcony w bogatą kulturę perfum, kadzideł i aromatycznych kompozycji, która do dziś stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów indyjskiej kultury i hinduskich światyń.


Tekst powstał na podstawie badań przedstawionych w artykule Chisei Ōshimy „Smell or Incense in Vedic Ritual” (2019), poświęconym znaczeniu zapachu w rytuałach wedyjskich oraz historii substancji aromatycznych w Indiach.

Krzysztof Gutowski

Dodaj komentarz