Współczesna kuchnia buddyjska kojarzy się przede wszystkim z wegetarianizmem, prostotą i surowymi ograniczeniami. Takie wyobrażenie jest jednak tylko częściowo zgodne z historią. Gdy cofniemy się do czasów historycznego, czy też quasi-historycznego Buddy (V w. p.n.e.) i wczesnej wspólnoty buddyjskiej, okaże się, że jedzenie zajmowało w życiu pierwszej wspólnoty monastycznej miejsce znacznie bardziej złożone. Nie było ani wrogiem duchowości, ani celem samym w sobie. Było koniecznością, którą należało okiełznać.
To właśnie napięcie między biologiczną potrzebą a duchową dyscypliną stało się jednym z najważniejszych tematów wczesnego buddyzmu. Po osiągnięciu przebudzenia Budda odrzucił zarówno luksusowe życie, które prowadził jako książę, jak i skrajną ascezę praktykowaną przed oświeceniem. Szukał i odnalazł Drogę Środka. Tradycja opowiada, że przez wiele miesięcy niemal głodził się na śmierć, przekonany, iż całkowite wyniszczenie ciała prowadzi do wyzwolenia. Dopiero przyjęcie mleczno-ryżowego posiłku od młodej kobiety pozwoliło mu odzyskać siły i zrozumieć, że droga do wyzwolenia wiedzie właśnie środkiem – między przesytem a głodem. Ta idea na zawsze ukształtowała buddyjskie podejście do jedzenia. Zarówno dla mnichów i mniszek, jak i dla osób świeckich.

We wczesnej wspólnocie buddyjskiej mnisi i mniszki nie mieli już zadawać sobie cierpień przez głodzenie się, ale równie stanowczo zabroniono im szukania kulinarnych przyjemności. Każdego ranka wychodzili ze specjalną żebraczą miską do pobliskich wiosek i przyjmowali wszystko, czym chcieli podzielić się świeccy. Nie wybierali potraw, nie zamawiali ulubionych składników i nie mogli narzekać na jakość posiłku. To właśnie zależność od darczyńców miała przypominać o pokorze i nieprzywiązywaniu się do jedzenia.
Co ciekawe, współczesne badania nad tekstami Winaji, czyli dyscypliny zakonnej, pokazują, że ogromna część reguł życia monastycznego dotyczy właśnie jedzenia. W tekstach w języku palijskim dotyczących reguł życia mnichów niemal jedna czwarta wszystkich zaleceń odnosi się do zdobywania, przechowywania lub spożywania pokarmów. Nie dlatego, że jedzenie było najważniejsze, lecz dlatego, że właśnie ono najłatwiej prowadziło do konfliktów, zachłanności, a nawet utraty zaufania świeckich, od których zależało trwanie wspólnoty zakonnej.
Jednym z najbardziej charakterystycznych ograniczeń było spożywanie posiłków wyłącznie przed południem. Po osiągnięciu przez słońce zenitu mnichom nie wolno było już jeść stałych pokarmów. W późniejszych komentarzach tłumaczono tę zasadę troską o zdrowie, oszczędnością czasu czy nawet unikaniem wieczornych kontaktów towarzyskich. Najważniejszym jednak powodem była zapewna kluczowa dla buddyjskiej ścieżki duchowej walka z pragnieniem – nieustannym poszukiwaniem kolejnych przyjemności.

Równie zaskakujący jest stosunek wczesnego buddyzmu do mięsa. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu Budda nie nakazał swoim uczniom przejścia na dietę wegetariańską. Mnich mógł zjeść mięso otrzymane podczas jałmużny, pod warunkiem że spełniało ono zasadę „potrójnej czystości”. Oznaczało to, że nie widział, nie słyszał i nie miał podstaw przypuszczać, iż zwierzę zostało zabite specjalnie dla niego. Odpowiedzialność moralna spoczywała więc jedynie na intencji mnicha – nie wolno mu było być przyczyną zabicia zwierzęcia. Na moralny aspekt czynu osoby świeckiej zabijającej zwierzę dla swojego posiłku wpływu już nie miał.
Takie stanowisko nie wszystkim się podobało. Tradycja zachowała opowieść o Dewadatcie – kuzynie Buddy, buntowniku. Domagał się on zaostrzenia reguły zakonnej i uczynienia obowiązkowym całkowitego wegetarianizmu oraz innych praktyk ascetycznych. Budda odrzucił te propozycje, uznając je za niepotrzebne odejście od Środkowej Drogi. Co interesujące, kilka stuleci później część tekstów późniejszej tradycji buddyjskiej – Mahajany – zaczęła zdecydowanie opowiadać się za bezwzględnym wegetarianizmem, uzasadniając go współczuciem wobec wszystkich istot żywych.

Niektóre produkty budziły jednak zastrzeżenia już wcześniej. W różnych tradycjach monastycznych ograniczano spożywanie czosnku oraz innych silnie pachnących warzyw. Nie chodziło wyłącznie o kwestie zdrowotne. Ich intensywny zapach uznawano za przeszkodę we wspólnym życiu klasztornym, a w późniejszych tekstach przypisywano im również pobudzanie namiętności. Widać tu stopniowe przenikanie do buddyzmu niektórych indyjskich wyobrażeń o rytualnej czystości, bramińskich i dżinijskich.
Gdy mowa o jedzeniu we wczesnym buddyzmie szczególnego znaczenia nabiera historia ostatniego posiłku Buddy. Według tekstu opisującego ostatnie chwile Buddy, tj. Wielkiej Sutry o Doskonałym Wygaśnięciu (Mahāparinibbāna Sutta) podczas kolejnej podróży osiemdziesięcioletni Budda przyjął posiłek ofiarowany przez kowala Ćundę. Jednym z dań było tajemnicze danie określone w tekście jako sūkara-maddava. Do dziś badacze spierają się, co oznacza ten termin. Jedni tłumaczą go jako wieprzowinę, inni jako rzadki gatunek grzybów lub podziemnych bulw poszukiwanych przez dziki. Badacze zajmujący się jedzeniem we wczesnym buddyzmie zauważają, że dyskusja często odzwierciedla przynależność autorów tekstów i komentarzy do różnych tradycji buddyjskich – zwolennicy późniejszego wegetarianizmu skłaniają się ku interpretacji „grzybowej”, natomiast przedstawiciele (i badacze) tradycji Therawady (dziś obecnej na Sri Lance i w Azji Południowo-wschodniej) nie widzą problemu w rozumieniu tej nazwy jako określenia potrawy mięsnej. W każdym razie po spożyciu posiłku Budda ciężko zachorował. Źródła opisują gwałtowną chorobę z krwawą biegunką, jednak mimo cierpienia kontynuował podróż, w drodze jednak wygłosił ostatnie nauki i odszedł. Co znamienne, przed śmiercią polecił swojemu uczniowi Anandzie uspokoić kowala Ćundę i przekazać mu, że nie ponosi żadnej winy. Wręcz przeciwnie – dwa posiłki mają według Buddy wyjątkową zasługę: ten, który poprzedził jego przebudzenie, oraz ostatni, poprzedzający ostateczne wyzwolenie.

Historia ta dobrze podsumowuje stosunek wczesnego buddyzmu do jedzenia. Pokarm nie jest ani źródłem zbawienia, ani przeszkodą samą w sobie. To człowiek nadaje mu znaczenie poprzez własny stosunek do niego. Dla pierwszych buddystów największym zagrożeniem nie była konkretna potrawa, lecz pragnienie, które sprawia, że z prostego posiłku rodzi się chciwość, przywiązanie i cierpienie.
Krzysztof Gutowski
