Wielka gra: recenzja serialu „Pachinko” Apple TV+

Wielowątkowa saga opowiadająca o trzech pokoleniach koreańskich emigrantów. A także o walce z losem i historią, jaką toczy każdy człowiek na ziemi, niezależnie od narodowości. Fascynująca zarówno jako powieść, jak i serial wyprodukowany przez Apple TV+.

Korea, pierwsze lata XX wieku. Los długo był dla Sunji łaskawy. Choć przyszła na świat w chłopskiej rodzinie, w dodatku jako dziewczynka, wzrastała we względnym dostatku, otoczona miłością i wsparciem ze strony rodziców. Była oczkiem w głowie Huna, który w miarę możliwości, starał się zaspokoić wszystkie potrzeby ukochanej jedynaczki. Sunja wyrasta jednak na dziewczynę skromną, pracowitą i pozbawioną kaprysów. Po przedwczesnej śmierci ojca, pomaga matce utrzymać pensjonat, w który Yangjin przekształciła mężowski dom, pracując ramię w ramię ze służącymi. Los odwraca się od niej wraz z przybyciem Hansu, tajemniczego handlarza rybami. Aby ratować honor rodziny Sunja zgadza się związać swoje życie z całkiem obcym jej człowiekiem i wyjechać do Japonii. Choć w nowej ojczyźnie traktowana jest jako istota gorszego sortu, znajduje tam kruche szczęście i bezpieczeństwo. Nie wie jednak, że decyzje, jakie podjęła w przeszłości i czyny, jakich się niegdyś dopuściła odcisną piętno na życiu jej dzieci i wnuków.

Życie to gra. Życie to pachinko, a człowiek z jego marzeniami, potrzebami i aspiracjami to zaledwie bezwolna kulka przemieszczająca się po powierzchni automatu. Niewiele zależy od niego samego, większość wydarzeń w jego życiu spoczywa bowiem w rękach wyższych sił: losu, bogów, historii, a nawet innych ludzi stojących wyżej w hierarchii społecznej. Marzenia to zamki budowane na piasku, plany natomiast to wyzwanie rzucone owej wyższej sile, zawsze gotowej pokazać człowiekowi, gdzie jest jego miejsce we wszechświecie. Istota ludzka jest w tym starciu skazana na porażkę, a jednak walczy, nie poddaje się po upadku, podejmuje kolejne wyzwania w desperackiej próbie wyrwania dla siebie odrobiny szczęścia. Wygrać może zaledwie kilka osób, grę podejmują jednak wszyscy, każdy ma bowiem nadzieję, że to on właśnie znajdzie się w gronie szczęśliwców. Sunja i jej rodzina również liczą na łut szczęścia, uśmiech losu wspomagany przez pracę własnych rąk. Kobieta nigdy się nie poddaje – jej jedynym celem jest przetrwanie i zapewnienie synom godnej przyszłości. Jest gotowa na każde poświęcenie: pracę całymi dniami, zależność od bogatszych od siebie, samotność wdowy i utratę urody na skutek nadmiaru obowiązków. Dzięki jej staraniom starszy z synów uczy się i zostaje przyjęty na uniwersytet, młodszy zaś rozwija własny biznes. Oni także podejmują grę: Noa za wszelką cenę pragnie wyprzedzić japońskich kolegów w nauce, Mozasu próbuje udowodnić swoją wartość jako zdolny menadżer. O ile starszy z braci marzy jednak o zostaniu Japończykiem, o tyle młodszy nigdy nie zapomina o swoim pochodzeniu.

Powieść Min Jin Lee, na podstawie której powstał serial Pachinko, ma wielu bohaterów, z których każdy zajmuje poczesne miejsce na jej kartach. Przede wszystkim jednak Pachinko jest historią silnych kobiet, które niezłomność swą w dużej mierze zawdzięczają okolicznościom, w jakim przyszło im żyć. To Yangjin, Sunja i Kyŏnghŭi biorą na siebie ciężar utrzymania rodziny i nawet bez zgody mężów podejmują się pracy zarobkowej. Sprzedają własnoręcznie zrobione kimchi, gotują w restauracji, prowadzą pensjonat, a gdy trzeba wyprzedają własne kosztowności – nie boją się żadnego wysiłku, żadnego upokorzenia i żadnego wyrzeczenia. W serialu wątek ten został, niestety, mocno zredukowany – całą historię, stanowiącą clue powieści, scenarzyści ograniczyli do jednego, ostatniego odcinka. To, rzecz jasna, zbyt mało, by opowiedzieć losy Yangjin, Sunja i Kyŏnghŭi, z taką uwagą i precyzją, jak zrobiła to autorka literackiego pierwowzoru. Szkoda, są to bowiem losy warte poznania. Ciekawym zabiegiem natomiast – niejako rekompensującym to niedociągnięcie, było przedstawienie historii prawdziwych Koreanek, które przeprowadziły się do Japonii w latach 1910-1945 i pozostały tam po II wojnie światowej. Showrunnerka serialu postanowiła zaprezentować widzom wywiady z tymi kobietami – każda natomiast doświadczyła systemowej dyskryminacji, wiele natomiast dopiero dzięki serialowi Apple TV+ poczuło, że to, przez co przeszły, ich rozpacz, strach i codzienna walka miały sens.

Który powieściowy wątek znalazł się więc w centrum uwagi showrunnerki Soo Hugh? Pachinko, w tym przypadku zarówno w wersji literackiej, jak i serialowej, to wielowątkowa saga opowiadająca o trzech pokoleniach rodziny Paek – imigrantów, próbujących odnaleźć się w nowej ojczyźnie. Sunja i jej chrześcijański mąż jako pierwsi przybywają do Japonii, gdzie znajdują schronienie w koreańskim getcie. Tylko tam mogą mieszkać, pozostałe rejony Osaki są bowiem dla nich, jako Koreańczyków, niedostępne. Podobnie jak większość miejsc pracy – gdyby nie posada pomocnika pastora czekająca na Isaka Paeka w Osace, jego niewielka rodzina znalazłaby się na skraju nędzy. Sunja i jej mąż Isak borykają się bowiem nie tylko z problemami finansowymi, ale także, a może przede wszystkim, niechęcią ze strony Japończyków. Choć to właśnie państwu Baekje, jednemu z trzech Królestw Korei, Kraj Kwitnącej Wiśni zawdzięcza buddyzm, stosunki japońsko-koreańskie nigdy nie należały do łatwych, o czym pisaliśmy TUTAJ.

Półwysep Koreański stanowił zbyt łakomy kąsek dla imperialnych zapędów Japonii, które zrealizowane zostały ostatecznie w 1910 roku wraz z aneksją Korei. Mieszkańcy podbitego kraju uznawani byli wprawdzie za poddanych cesarza, traktowano ich jednak jako obywateli drugiej lub trzeciej kategorii, a niechęć ta pozostała w mocy nawet sto lat później. Koreańczycy mieszkający w Kraju Kwitnącej Wiśni nie mają praw wyborczych, nie są mile widziani w roli pracowników w wielu zakładach pracy i firmach prywatnych, japońskie społeczeństwo wciąż z dezaprobatą patrzy na mieszane małżeństwa, koreańskie szkolnictwo boryka się natomiast z brakiem dotacji i innego rodzaju wsparcia ze strony władz państwowych. Sunja i Isak de facto są obcymi, w Japonii szukającymi ucieczki przed beznadzieją rodzinnego kraju i wstydliwą przeszłością kobiety. Noa, Mozasu oraz syn młodszego z braci, Solomon, urodzili się jednak w Osace, rodzinnego kraju nie widzieli na oczy, to Japonia jest więc dla nich prawdziwą ojczyzną. Językiem japońskim posługują się na równi, jeśli nie lepiej niż koreańskim, przejęli też zwyczaje panujące w Kraju Kwitnącej Wiśni. Mimo to żyją pod pręgierzem społecznej niechęci, dyskryminacji na rynku pracy, ostracyzmu w środowisku szkolnym oraz ustawicznej groźby deportacji do Korei. Nie pomaga niezbyt pochlebna reputacja „ludzi od rozrywki”, to Koreańczycy zdominowali bowiem rynek niezwykle popularnej wśród Japończyków automatycznej gry pachinko. Można najwyraźniej kochać samą zabawę, ludźmi, którzy ją zapewniają natomiast szczerze pogardzać.

Serial Pachinko nie trzyma się chronologii tak, jak jego literacki pierwowzór – scenarzyści zaczynają snuć historię rodziny Paeków niejako od końca, czyli od problemów najmłodszego pokolenia. Do historii ich rodziców i dziadków powracają w rozbudowanych retrospekcjach, niekiedy dodając sporo od siebie, a pomijając ciekawe wątki powieściowe – jak choćby losy bohaterów w czasie II wojny światowej. Szkoda tych zignorowanych fragmentów powieści, można jednak mieć nadzieję, że scenarzyści naprawią swój błąd w kolejnym sezonie, który już – ku mojej niekłamanej radości, został zapowiedziany.

Jest w powieści Min Jin Lee, a tym samym i serialu Apple TV+, dużo żalu i goryczy, nie ma jednak oskarżenia, choć łatwo byłoby pójść tą drogą. Pachinko ma raczej uświadomić trudy emigranckiego życia niż szukać winnych i stawiać zarzuty – to bardziej opowieść o byciu obcym we własnym domu niż próba rozliczenia trudnej przeszłości. Opowieść jest, co oczywiste, mocno osadzona w azjatyckim kontekście kulturowym, bez trudu odczyta ją jednak także zachodni czytelnik. Zwłaszcza w obliczu kryzysu migracyjnego, z którym od kilkunastu miesięcy boryka się Europa. Przede wszystkim jednak, czy to w wersji książkowej, czy też filmowej, to wciągająca historia, która przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi dobrej gawędy.

Blanka Katarzyna Dżugaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s