15. Azjatycki Festiwal Filmowy 5 smaków


Milczący las
 w reż Ko Chen-Nien

Niesłyszący Chang Cheng ma dość bycia Innym. Tym, który odstaje, jest wyśmiewany przez rówieśników. Przenosiny ze szkoły dla zdrowych dzieci do placówki dla niesłyszących przyjmuje więc z ulgą i nadzieją. Tym bardziej, że szybko nawiązuje nowe przyjaźnie – sympatią obdarza zwłaszcza energiczną Bei Bei (Chen Yan Fei). Niestety, wymarzony azyl wkrótce okazuje się piekłem. Staje się to w momencie, w którym Chang Cheng odkrywa, że jego przyjaciółka regularnie pada ofiarą napaści seksualnej. Jej oprawcami są koledzy ze szkoły. Chłopak próbuje powstrzymać rozlewające się po szkole zło, napotyka jednak mur – także ze strony władz placówki.

Początkująca reżyserka Ko Chen-Nien skoczyła na głęboką wodę. Nakręciła oparty na faktach film odsłaniający kulisy przerażającego procederu seksualnego wykorzystywania uczniów w dwóch tajwańskich szkołach. Już to by wystarczyło, by wstrząsnąć lokalną publicznością, Ko Chen-Nien zrobiła jednak krok dalej: pokazała ofiary w roli oprawców. Przywykliśmy myśleć o osobach z niepełnosprawnościami jako o niewinnych ofiarach wyroków Losu, istotach, którym należy się wyłącznie współczucie i pobłażanie. Milczący las zmusza nas natomiast do zrewidowania tej postawy i odpowiedzenia na pytanie, a co jeśli chore dzieci są zdolne do czynienia zła? Ko Chen-Nien, mająca na koncie tylko dwa filmy krótkometrażowe, pokazała w swym fabularnym debiucie nie tylko talent artystyczny, ale też dojrzałość w podejściu do trudnego tematu. Unika banału i patosu, nie pławi się w wulgarności, choć nie stroni też od dosłowności. Milczący las to film jednocześnie brutalny i liryczny, pokazujący najpodlejszą i najpiękniejszą stronę ludzkiej natury. Łączący wizualne piękno z brzydotą tematyki. Ko Chen-Nien nie interesuje rekonstrukcja zdarzeń, lecz to, co do nich doprowadziło – z finezją artystki i dociekliwością psycholożki eksploruje ludzką duszę, by dokopać się do korzeni zła.

Fot. materiały prasowe

Dwunastodniowa opowieść o potworze, który umarł w dniu ósmym w reż. Shunjiego Iwaia

W Japonii panuje epidemia koronawirusa. Młody reżyser Takumi Saitoh (grający samego siebie) spędza dni w całkowitym odosobnieniu – ze znajomymi i przyjaciółmi kontaktuje się poprzez komunikatory internetowe, z fanami za pośrednictwem vloga. Samotność umilić ma mu opieka nad trzema potworami kapsułkowymi, które właśnie stają się modne wśród zamkniętych w domach Japończyków. Codziennie, przez tytułowe dwanaście dni, Takumi dzieli się ze swymi odbiorcami i bliskimi efektami tego wyjątkowego projektu. 

Różne są sposoby radzenia sobie z narodową traumą. Można zapiec się w nienawiści, zamknąć w roli ofiary, funkcjonować w wiecznym strachu. Albo też przepracować traumę poprzez popkulturę, tak jak to robią Japończycy. Tak, czyli…jak konkretnie? Tworząc potwora kaijū, czego Godzilla jest sztandarowym przykładem. Reżyser Shunji Iwai zabawił się tą tendencją tworząc filmowy balsam dla duszy zmęczonej pandemią. Jego Dwunastodniowa opowieść o potworze, który umarł w dniu ósmym to wbrew pozorom lekka i zabawna kronika czasu niepewności i niepokoju. Reżyser eksperymentuje z formą, bazując na rozmowach przez zooma, z rzadka tylko wychodząc z kamerą poza mieszkanie swego bohatera. Miesza gatunki, swobodnie czerpiąc z estetyki kina artystycznego, bawiąc się motywami z popkultury i okraszając to wszystko sporą dawką niewymuszonego, ale inteligentnego i mocno ironicznego poczucia humoru. Półtoragodzinny film zbudowany wyłącznie z wideorozmów mógł okazać się nużący, na szczęście charyzma Takumiego Saitoh, bez problemu utrzymuje uwagę widza. Dwunastodniowa opowieść o potworze, który umarł w dniu ósmym nie jest najlepszym filmem w dorobku, wart jest jednak poświęconego mu czasu.

Fot. materiały prasowe

Rehana w reż. Abdullaha Mohammada Saada

Rehana (Azmeri Haque Badhon) to młoda lekarka, wykładająca na uczelni medycznej. Jest stanowcza i bezkompromisowa, a przez to niezbyt lubiana przez studentów. Jej przeciwieństwem jest dr Arefin (Kazi Sami Hassan) podchodzący do studentów z wyrozumiałością i humorem, a tym samym cieszący się ich sympatią i szacunkiem. Rehana dostrzga jednak rysę na idealnym wizerunku kolegi – pewnego dnia jest świadkiem jak młdoa dziewczyna wybiega z płaczem z jego gabinetu. Od tego momentu Rehana podejmuje krucjatę przeciwko Arefinowi, chcąc doprowadzić do jego zwolnienia.

Rehana to drugi film utalentowanego reżysera Abdullaha Mohammada Saada i pierwszy obraz z Bangladeszu w oficjalnej selekcji festwialu w Cannes. Film niełatwy, z niejednoznaczną bohaterką i nieoczywistym rozwiązaniem. Reżyser podjął kontrowersyjny w jego ojczyźnie temat przemocy wobec kobiet, nie nakręcił jednak filmu stricte feministycznego. Jego Rehana to kobieta silna, niepokorna i zdeterminowana, ale też głęboko zaburzona, którą niełatwo zrozumieć i jeszcze trudniej polubić. Przez długi czas widz podziela pęd bohaterki do wyjaśnienia sprawy, pragnienie sprawiedliwości i nieustępliwą postawę moralną. Z czasem jednak fabuła zaczyna się zagłębiać w psychikę Rehany, odsłaniać jej ciemne strony, do tego stopnia, że widzowi trudno ocenić, czy wciąż chodzi o walkę o prawa kobiet, czy osobistą obsesję i traumę. Drugi film Abdullaha Mohammada Saada to niepokojąca wyprawa w głąb kobiecych emocji i przemocy na tle płciowym w patriarchalnej kulturze. Przykuwający uwagę świetnie poprowadzoną narracją i hipnotyzującą grą Azmeri Haque Badhon, która doskonale sprawdziła się w trudnej roli kobiety wymykającej się narzuconym przez tradycję wymogom. Niebagatlane znaczenie dla odbioru filmu mają też podkreślające atmosferę niepokoju zdjęcia – utrzymane w zimnym odcieniu błęktitu, kojarzącym się z sinym kolorem rozkładu i gnicia.

Blanka Katarzyna Dżugaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s