Indie: dwa miesiące w więzieniu za post o krowim moczu, koronawirusie i partii rządzącej

W apogeum drugiej fali pandemii politycy partii rządzącej zachęcali do stosowania krowiego moczu jako remedium na koronawirusa. Dziennikarz, który negatywnie wyraził się o ich działaniu spędził dwa miesiące za kratkami na podstawie archaicznej, bo pochodzącej jeszcze z czasów kolonialnych ustawy. Właśnie wyszedł za kaucją i oczekuje na proces.

Mało czego indyjski rząd boi się tak bardzo jak krytyki swojej strategii walki z pandemią. Strategia to, zresztą, słowo na wyrost – żadnego planu raczej nie było, gabinet Narendry Modiego działał po omacku i chaotycznie, ostrzeżenia o nadejściu drugiej fali natomiast całkowicie zignorował. W obawie przed spadkiem poparcia (zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów lokalnych w kilku ważnych stanach) politycy BJP próbowali tłumić wszelkie głosy krytyki, łącznie z nakazywaniem usuwania nieprzychylnych im postów w mediach społecznościowych. To jednak nie jedyny przejaw ograniczenia wolności słowa, w maju za kratki trafił bowiem przedstawiciel mediów. Powód? Publiczne stwierdzenie, że krowi mocz nie zastąpi nowoczesnej medycyny w walce z Covid-19.


Faktycznie, w wielu regionach Indii wiejska ludność, przerażona koronawirusem i brakiem odpowiedniego leczenia, zwróciła się ku tradycyjnym kuracjom m.in. stosowaniu odchodów krowy jako remedium na Covid-19. Nie dziwi, gdy po takie metody sięgają osoby bez wykształcenia, w starszym wieku i często od dekad zdane przede wszystkim na tradycyjne metody leczenia, gorzej, gdy robią to przedstawiciele partii rządzącej. A tak się właśnie stało – niektórzy członkowie BJP wprost zachęcali do stosowania krowiej uryny i kału, jako jednego z podstawowych środków zabezpieczających przed zarażeniem lub forma kuracji w trakcie choroby. Jednym z nich był Surendra Singh, członek Zgromadzenia Ustawodawczego w stanie Uttar Pradesh. Na zamieszczonym w mediach społecznościowych, samodzielnie nakręconym filmiku zachęcał on do picia krowiego moczu wraz ze szklanką wody (50 ml moczu na 100 ml wody) – zapewniał też, że metoda ta uchroniła go przed zarażeniem Covid-19, ale działa także w przypadku chorób serca. Podobnego zdania jest posłanka BJP Pragya Thakur, która przekonywała, że picie krowiego moczu leczy infekcję płuc wywołaną przez Covid-19. Więcej nawet: deputowana już dwa lata temu zapewniała, że to właśnie mikstura na bazie produktów pochodzących od krowy (głównie moczu) pomogła jej zwalczyć chorobę nowotworową. Politycy BJP zalecali też okadzanie ciała świętym dymem, który zabija wirusy, stanie na słońcu przez 10-15 minut, w wyniku czego organizm zaczyna wytwarzać zabijającą koronawirusa witaminę D, czy też recytowanie określonych mantr. Lekarze bili na alarm, ostrzegając w mediach, że takie działanie może przynieść wiele niechcianych skutków ubocznych, z pewnością natomiast nie obroni przed wirusem.

Choć może faktycznie postępowaniu polityków BJP nie należy się dziwić… Partia ta nie ukrywa swego przywiązania do hinduizmu – z religii uczyniła nawet rodzaj wyborczego wabika. Jej działalność opiera się na konserwatywnym nacjonalizmie, budowanym na fundamentach hinduizmu i skierowanym głównie przeciwko muzułmanom, którzy w Indiach Narendry Modiego są jawnie dyskryminowani. W ramach walki o hinduskie Indie politycy BJP dużo uwagi poświęcają krowom – zwierzętom uważanym za święte. Wbrew powszechnej na Zachodzie opinii nie czczonym jako bóstwa, ale postrzeganym jako symbol życia, jako jedne z matek, które posiada każdy z ludzi. Niewykluczone, że wynika to z całkiem przyziemnych kwestii, czyli przetrwania. Krowa daje człowiekowi tzw. 5 darów, czyli mleko, ser, masło, mocz i łajno – produkty niezbędne do przeżycia w dawnych Indiach. Mleko, masło i ser to pożywienie, łajno było wykorzystywane jako opał i do uszczelniania chat, mocz natomiast uważany był za lek antyseptyczny i jego rola w tradycjach medycznych Azji Południowej jest ogromna.

Od momentu dojścia do władzy partia Narendry Modiego zmodyfikowała przepisy chroniące krowy w kilku stanach wprowadzając surowsze kary za ubój tych zwierząt. W efekcie w 20 stanach ubój krów i cieląt jest całkowicie zabroniony, a jego sprawców policja może aresztować bez nakazu. Politycy głośno namawiają do ochrony krów, co zdaniem ekspertów ośmiela organizacje nacjonalistyczne (takie jak Rashtriya Swayamsevak Sangh, Yuva Vahini, Bajrang Dal czy Vishwa Hindu Parishad) do ataków na chrześcijan, muzułmanów i Dalitów pod pozorem strzeżenie bydła. Członkowie tych ugrupowań nie wahają się posunąć nawet do zabójstwa, co zazwyczaj uchodzi im na sucho – albo w ogóle nie stają przed sądem, albo zostają szybko uwolnieni od zarzutów. Tradycja ochrony krów ma długą historię i tzw. gau raksza („ochrona krów” właśnie) to określenie używane przez wiele ruchów i grup; zarówno tych zinstytucjonalizowanych, jak i organizowanych spontanicznie w obawie przed – rzeczywiście zdarzającymi się – kradzieżami bydła. W latach 2016-2020 najwyższą liczbę ofiar śmiertelnych odnotowano w stanach Assam oraz Jharkhand. Warto jednak nadmienić, że w ramach wielowiekowej bliskości i zażyłości łączącej często lokalne wspólnoty hindusów i muzułmanów zdarza się, że sami muzułmańscy młodzieńcy przystępują do takich wiejskich, spontanicznie organizowanych „krowich patroli”. Narzucony przez BJP kult krów przybiera też momentami absurdalny wymiar, czego przykładem jest choćby planowany na luty tego roku ogólnokrajowy egzamin z tzw. Cow Science. Jego celem było sprawdzenie stanu wiedzy młodych Indusów na temat krów. Ponoć na ten całkowicie dobrowolny egzamin zapisało się ponad 500 tys. uczniów – niestety, nie zdołali oni przetestować swojej wiedzy, egzamin został bowiem przeniesiony w bliżej nieokreśloną przyszłość. Trudno się dziwić – suchej nitki nie zostawili na nim nie tylko dziennikarze, ale też naukowcy, jawnie mówiący o indoktrynacji nacjonalistyczną retoryką.

O zachętach polityków BJP do stosowania krowiego moczu zamiast lekarstw negatywnie wyraził się znany dziennikarz telewizyjny ze stanu Manipur, Kishorechandra Wangkhem – w poście zamieszczonym na Facebooku stwierdził on, że te metody nie działają na koronawirusa. Zrobił to jako komentarz do śmierci lokalnego przywódcy BJP, który zmarł na skutek powikłań po koronawirusie. W efekcie miejscowa policja wtargnęła do domu dziennikarza i aresztowała go na oczach trójki małych dzieci. Podstawa prawna? Stara, bo pochodząca jeszcze z czasów kolonialnych, i mocno kontrowersyjna ustawa o bezpieczeństwie narodowym, dająca władzom możliwość aresztowania i przetrzymywania podejrzanych przez okres do 12 miesięcy, nawet bez formalnego oskarżenia lub procesu. Bezpośrednia przyczyna natomiast to skarga kilku członków partii BJP.

Kishorechandra Wangkhem spędził w więzieniu ponad dwa miesiące – został zwolniony za kaucją 23 lipca 2021 roku. Jego rozprawa odbędzie się 24 sierpnia, trzy tygodnie wcześniej natomiast będzie miała miejsce rozprawa w sprawie wniosku o odszkodowanie, złożonego przez adwokata dziennikarza. Sąd zdecyduje wówczas, czy aresztowanie Wangkhema było zgodne z prawem.



Blanka Katarzyna Dżugaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s