Opowieści o Birbalu: Sprawa Wron i Światło Lampy

W każdej kulturze odnaleźć można postacie, które dzięki sprytowi, błyskotliwości i poczuciu humoru zdobyły miejsce w ludowych opowieściach – jak Nasreddin Hodża w świecie muzułmańskim, Till Eulenspiegel w Europie czy Iwanuszka Głuptas w rosyjskich bajkach. W tradycji indyjskiej podobną postacią jest Birbal – mądry doradca cesarza Akbara z dynastii Mogołów, żyjący w XVI wieku.

Według legend Birbal zasłynął nie tylko jako wierny i lojalny minister, lecz także jako człowiek niezwykle bystry, potrafiący rozwiązywać skomplikowane problemy dzięki logice, humorowi i przenikliwości. Z czasem stał się bohaterem niezliczonych anegdot, bajek i opowieści dydaktycznych, w których jego inteligencja triumfuje nad chciwością, głupotą czy niesprawiedliwością. Dziś Birbal zajmuje w kulturze Indii miejsce podobne do mędrców ludowych innych narodów – jest symbolem mądrości, dowcipu i zdrowego rozsądku, który bawi, uczy i inspiruje kolejne pokolenia.

SPRAWA WRON

Nieopodal prywatnych komnat cesarza znajdował się Diwan-i-Khas – Sala Prywatnych Audiencji. Nie była tak duża jak Diwan-i-Am, sala audiencji publicznych, lecz zachwycała pięknymi zdobieniami i wytwornym wyposażeniem. To właśnie tam cesarz spotykał się ze swoimi najznamienitszymi dworzanami i najwyższymi dostojnikami, by omawiać sprawy państwowe. Czasem jednak Akbar lubił poruszać tematy lżejsze – na przykład zastanawiać się, skąd pochodzą najlepsze melony albo który mędrzec jest najmądrzejszy. Niekiedy zadawał też pytania, które jego dworzanie uważali za niemożliwe do odpowiedzi. Ku uciesze cesarza, Birbal zawsze potrafił odpowiedzieć, bez względu na to, jak absurdalne było pytanie.

Pewnego ranka cesarz zasiadł na tronie w Diwan-i-Khas i rozkazał:
– Powiedzcie mi natychmiast: ile wron jest w całej Agrze? To bardzo ważne, musimy znać tę liczbę od razu. A jeśli odpowiedź nie będzie całkowicie poprawna, spotkają was poważne konsekwencje!

Birbal

Dworzanie spojrzeli po sobie z przerażeniem. Co mieli zrobić? Niektórzy mieli dość dobrą orientację, ilu słoni jest w mieście. Wielu wiedziało mniej więcej, ile jest koni. Jeden człowiek nawet prowadził zapiski, ile papug trzymano w klatkach. Ale wrony? Niektórzy zaczęli w myślach błagać o boskie natchnienie. Inni próbowali ukryć się za plecami sąsiadów. Kilku z niepokojem zadarło głowy, licząc wrony na niebie i usiłując obliczyć ich całkowitą liczbę na tej podstawie.

Tylko Birbal pozostał spokojny i uśmiechnięty. Po kilku minutach rzekł:
– Panie Świata, w całej Agrze jest dokładnie dziesięć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć wron.

– Och? – zapytał cesarz Akbar z błyskiem w oku. – Tym razem nie wymigasz się sprytem, Birbalu, mój przyjacielu. Przeprowadzimy dokładne liczenie, by potwierdzić twoje słowa.

– Jak najbardziej, Panie – odparł Birbal z niewzruszonym spokojem. – Ale nie mogę ręczyć, że wszystkie wrony pozostaną w Agrze do czasu zakończenia liczenia. Niektóre mogą odlecieć w odwiedziny do swoich przyjaciół i krewnych w Delhi, wtedy wynik może być mniejszy. Z drugiej strony, ich przyjaciele i krewni z Delhi lub innych stron mogą przybyć z wizytą, co zwiększy liczbę. Jednak mogę z absolutną pewnością stwierdzić, że w tej właśnie chwili, i tylko w tej chwili, w Agrze jest dokładnie dziesięć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć wron!

– Birbal, jesteś niezrównany! – wykrzyknął Akbar, wybuchając śmiechem. – A teraz przejdźmy do spraw naprawdę istotnych.

ŚWIATŁO LAMPY

Cesarz Akbar słynął z niezwykłej odwagi i siły. Pewnego razu walczył samotnie z tygrysem. Innym razem dosiadł rozwścieczonego słonia i zdołał go poskromić – choć omal przy tym nie zginął. Akbar cenił ludzi, którzy dorównywali mu wytrzymałością i odwagą. Pewnego mroźnego styczniowego dnia wysłał po całej Agrze posłańców z ogłoszeniem niezwykłego konkursu:
– Ten, kto spędzi całą noc stojąc po pierś w lodowatych wodach rzeki Jamuny, otrzyma z rąk samego cesarza sto złotych monet!

Sala audiencyjna cesarza Akbara

W całym mieście zapanowało poruszenie. Zapaśnicy, żołnierze i atleci zapragnęli spróbować szczęścia. Jedni natarli ciała olejem, by uchronić się przed zimnem. Inni zjedli garści migdałów, które – jak wierzono – rozgrzewają krew. Jeszcze inni popijali wino przez cały dzień, by dodać sobie ciepła przed próbą. O zmierzchu setki mężczyzn, młodych i starych, weszły do rzeki. Wśród nich był biedny kamieniarz, który pragnął zarobić pieniądze na naukę dla swojego syna. Nie stać go było na migdały ani olej, ale był zdeterminowany, by zwyciężyć dla dobra ukochanego dziecka.

W miarę jak noc stawała się coraz zimniejsza, wielu mężczyzn zaczęło opuszczać wodę. O północy zostało ich tylko kilku. Ich przyjaciele z brzegu dodawali im otuchy, lecz jeden po drugim rezygnowali – nie mogli znieść lodowatego chłodu ostatnich godzin przed świtem. Kiedy pierwsze promienie słońca oświetliły mury fortu, w rzece pozostał tylko kamieniarz. Był tak zziębnięty, że nie mógł się ruszyć. Przyjaciele pomogli mu wyjść z wody, rozgrzali go masażem, gorącym napojem i otulili kocem.

Tego wieczoru, gdy cesarz przygotowywał się do wieczornej audiencji w Diwan-i-Am, pewien złośliwy dworzanin powiedział:

– Panie Świata, nagroda, którą zamierzasz wręczyć, nie została zdobyta uczciwie.

– Och? – spytał Akbar. – Co masz na myśli?

– Panie, – odparł człowiek, a jego oczy błyszczały złośliwością. – Mówią, że ten człowiek czerpał ciepło i pociechę z widoku światła lamp pałacowych. Skoro ogrzewał się blaskiem cesarskich lamp, to nie zniósł naprawdę chłodu rzeki. Wygrał w sposób nieuczciwy, Panie!

Cesarz zamyślił się. Czy dworzanin mógł mieć rację? To rzeczywiście dziwne, że kamieniarz przetrwał, choć zapaśnicy, atleci i żołnierze zawiedli. Tak bardzo pogrążył się w rozmyślaniach, że nie zauważył, kiedy Birbal wymknął się z sali.

Jakiś czas później cesarz postanowił zapytać Birbala o radę, lecz odkrył, że go nie ma. Zmarszczył brwi i natychmiast wysłał posłańców, by sprowadzili go do pałacu. Wrócili z wiadomością, że Birbal czeka, aż jego kolacja będzie gotowa, i wkrótce przyjdzie. Minęła godzina. Zbliżała się pora audiencji, a cesarz wciąż chciał, by Birbal był obecny. Wysłał więc kolejnych posłańców – i znów wrócili z tą samą odpowiedzią: Birbal czeka na swoją kolację.

– Przecież przygotowanie posiłku nie trwa tak długo! – wybuchnął Akbar gniewnie. Postanowił sam udać się do jego domu, by dowiedzieć się, o co chodzi.

Na tarasie Birbala ujrzał garnek napełniony wodą, ryżem i soczewicą. Garnek stał w drewnianej ramie ustawionej tak, że jego dno zwrócone było w stronę pałacu cesarza.

– Birbal, czyś ty całkiem oszalał?! – zawołał Akbar, gdy Birbal powstał, by go powitać.

– Panie, – odparł spokojnie Birbal – skoro biedny kamieniarz potrafił ogrzać się światłem lamp w pałacu, to z pewnością ten sam żar ugotuje moją strawę. W końcu ja jestem o wiele bliżej królewskiego światła niż on.

Birbal

Na te słowa cesarz objął Birbala ramieniem i polecił skarbnikowi przynieść worek złotych monet.
– Tobie przypadnie zaszczyt trzymania nagrody, gdy dziś wieczorem wręczę ją kamieniarzowi – powiedział.

Następnie zdjął z szyi sznur idealnie dobranych pereł i zawiesił go na szyi Birbala.
– A teraz chodźmy na audiencję – rzekł, ruszając w dół po schodach.

– Panie – wyszeptał z wdzięcznością Birbal, idąc za swoim władcą. Razem skierowali się ku Diwan-i-Am, gdzie czekał skromny kamieniarz.

Tłumaczenie: Krzysztof Gutowski

Dodaj komentarz