2 czerwca w indyjskim stanie Odisza doszło do katastrofy kolejowej. Zderzyły się trzy pociągi (dwa pasażerskie i jeden towarowy). Wydarzenie to ma tragiczny bilans prawie 300 ofiar śmiertelnych i ok. 1500 osób rannych, sytuujący je wysoko na niechlubnej liście najgorszych katastrof kolejowych w dziejach Indii.
Ustalanie przebiegu zdarzeń, kontekstu i technicznych przyczyn tragedii trwa, ale tego typu wydarzenie nie mogło nie wywołać uzasadnionej dyskusji w indyjskim społeczeństwie. Wypadek ten przede wszystkim stał się pretekstem do głośnego – po raz kolejny – wyartykułowania pytań o bezpieczeństwo sieci kolejowej w Indiach, z której codziennie korzystają ponad 22 miliony ludzi. Eksperci wskazują na liczne problemy, z którymi borykają się indyjskie koleje. Zarówno ilość pociągów biorących udział w ruchu torowym, jak i ilość pasażerów jest zdaniem ekspertów stanowczo za wysoka. Mówi się, że w Indiach jeździ ok. 25 proc. pociągów za dużo. Okazuje się, że miejsce wypadku to tory, na których nie zainstalowano systemu antykolizyjnego, chociaż w ciągu ostatnich miesięcy zarządzający torami dwukrotnie wystosowali do ministerstwa błagalne pismo o taki system. To miejsce w Odiszy nie jest jedyne. Problemy te dotyczą większości miejsc w Indiach. Za dużo pociągów, za dużo pasażerów i… za mało pieniędzy. Okazuje się, że budżet przeznaczony na remonty i modernizacje infrastruktury kolejowej z roku na rok jest coraz niższy, a zły stan torów to przyczyny aż 70 proc. wypadków kolejowych w Indiach.

Źródło: Twitter @HumanityFirtsIN
Dyskusja publiczna przyjmuje jednak również – niemal z definicji – charakter polityczny, więc i w tym przypadku nie może być inaczej. Politycy opozycji, a także ogromne rzesze Indusów w mediach społecznościowych, wzywają ministra kolei Ashwini Vaishnawa do ustąpienia jako moralnie odpowiedzialnego za zły stan kolei, a zatem i za tę konkretną tragedię. Opozycja jest krytykowana przez rządzących za „upolitycznienie tragedii” i… vice versa. Vaishnaw spotkał się bowiem z krytyką za skandowanie patriotycznych haseł na miejscu wypadku. Wiele osób uznało to za niepotrzebną polityczną manifestację. Obóz polityczny ministra jednak zapewnił mu stosowne wsparcie, podobnie jak wyborcy hinduskiej prawicy. Indyjskie social media wypełniły wpisy z hashtagiem #StandwithAshwiniVaishnaw wyrażającym pełne poparcie i chęć obrony dobrego imienia i profesjonalizmu ministra. W ramach tej obrony politycy rządzącej BJP oraz publicyści związania z tą częścią indyjskiej sceny politycznej zabrali się za krytykę poprzednich (tzn. oczywiście tych z czasów sprawowania władzy przez opozycyjny Kongres) ministrów i szafowanie statystykami mającymi pokazać, że teraz jest bezpieczniej i lepiej. Jednocześnie podkreślają, że właśnie za rządów BJP indyjskie koleje doświadczają skoku jakościowego, technicznego i cenowego. A skoro przy tym skoku jesteśmy…

Rzeczywiście do tragedii doszło w czasie, w którym indyjskie koleje przeznaczają ogromne kwoty na modernizację, ale jest to modernizacja bardzo selektywna. Związana z uruchomieniem pociągów i tras pod szyldem Vande Bharat (dosł. „Wychwalam Indie”). Za każdą trasę takiego szybszego i z definicji mającego być dostępnym dla ogółu połączenia, państwo płaci ponad 1 miliard (58,5 mln złotych). Wprowadzenie nowych pociągów „dla ludzi” nie sprawia jednak, że kolej w Indiach jest nowocześniejsza, czystsza i bezpieczniejsza. Ilość wypadków kolejowych wzrosła w ciągu ostatniego roku o 37 proc.! Ceny – nawet te, które mają być podstawowe i osiągalne dla wszystkich – rosną, a warunki pogarszają się, czego dowodem są, również będące reakcją na katastrofę, zamieszczane przez Indusów zdjęcia z koszmarnie brudnych, przepełnionych i opóźnionych pociągów, które według władz mają być „chlubą Indii”.

Czy jednak tylko porównanie z byłymi ministrami ma ochronić obecnego zwierzchnika indyjskich kolei przed zarzutami opozycji i obywateli? Nie tylko. Indyjska prawica nie byłaby sobą, gdyby nie okazało się, że za wszystkim stoją… muzułmanie. Rzeczywiście w indyjskim internecie na prorządowych kontach powiązanych z hinduskim nacjonalizmem pojawiło się wiele wpisów stawiających pytanie (w ramach nacjonalistycznego dyskursu są to pytania o retorycznym charakterze). Znajdujący się obok miejsca wypadku budynek określono jako meczet. Tragedia miała miejsce w piątek, a więc… przypadek? Mniej lub bardziej wprost wyrażanych posądzeń o muzułmański sabotaż albo akt terroru nie brakuje. Pojawił się nawet termin „kolejowy dżihad” stworzony per analogiam do „miłosnego dżihadu” – jednej z głównych spiskowych teorii propagowanych przez hinduskich nacjonalistów. Pokazano nawet pisane odręcznie „oryginalne” i „pierwotne” raporty i zapiski służb, w których dopuszcza się możliwość aktu terrorystycznego. Prawdziwość raportów jest oczywiście delikatnie mówiąc wątpliwa, a budynek – rzekomy meczet i źródło islamskiego sabotażu – okazał się… o ironio! – świątynią hinduską…

Bez wątpienia wypadek w Odiszy jest dowodem na to w jak złym stanie są indyjskie koleje i jak niskie są techniczne i proceduralne standardy w nich obowiązujące. Słusznie pojawiły się pytania i oczekiwanie zmian. Czy w jakimkolwiek stopniu można liczyć na szybkie i stosowne zmiany, modernizacje, reformy? Ze smutkiem musimy pozostawić to pytanie otwarte, by nie artykułować odpowiedzi, które nie ucieszą ani nas ani tym bardziej Indusów.
Krzysztof Gutowski
