Głodne kobiety Indii: „Bombay Begums” Netflixa

Śmiałe i bezkompromisowe spojrzenie na emancypację indyjskich kobiet. O tym jak wielkie temat ten wywołuje kontrowersje i jak olbrzymia pozostaje społeczna potrzeba kontroli kobiecej seksualności świadczą chociażby histeryczne komentarze na forach filmowych.

Rani (Pooja Bhatt) właśnie została szefową dużego banku, nie wszyscy jej podwładni akceptują jednak wybór kobiety na tak istotne stanowisko. Co gorsza, problemów przysparza jej także własna rodzina, zwłaszcza nastoletnia pasierbica Shai (Aadhya Anand), wciąż tęskniąca za zmarłą matką i dość burzliwie wchodząca w okres dojrzewania. Fatima (Shahana Goswami) marzy o dziecku, po propozycji awansu ze strony Rani staje jednak przed dylematem: powiększenie rodziny czy kariera zawodowa? Ayesha (Plabita Borthakur) przyjechała do Mumbaju z małego miasteczka, by uciec przed zaaranżowanym małżeństwem. Marzy o wielkiej karierze w bankowości, a testem jej umiejętności ma być wdrożenie programu pomocowego dla ubogich kobiet. Jego pierwszą beneficjentką ma być Lily (Amruta Subhash) – tancerka i prostytutka, pragnąca lepszego życia dla swego nastoletniego syna.

Indyjskie kobiety są głodne. Nie tylko podczas święta Karwa Ćaut, gdy poszczą wiele godzin w intencji swych mężów, o czym opowiada jeden z odcinków Bombay Begums, ale też na co dzień. Są głodne sukcesu – czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym, coraz więcej Indusek chce bowiem wyzwolić się z okowów patriarchalnej tradycji. Co stoi im na drodze? Szklany sufit w pracy, przemoc seksualna, zależność od rodziny – zwłaszcza jej męskich przedstawicieli. Twórcy Bombay Begums świetnie te problemy diagnozują, a co więcej – równie dobrze odczytują pragnienia współczesnych Indusek, portretując pięć kobiet, które różni wszystko: pochodzenie, pozycja społeczna, status materialny, wykształcenie, wiek, a nawet religia, łączy zaś jedno: dążenie do wyjścia poza zbudowany z mizoginii i patriarchalnych norm moralnych schemat. Niechęć do posiadania potomstwa, przedkładanie kariery zawodowej nad powiększanie rodziny, dyskryminacja w miejscach pracy, wszechobecne molestowanie seksualne, związki pozamałżeńskie i popęd seksualny równy męskiemu – nie ma tabu związanego z kobietami, którego serial Netflixa by nie złamał. Nie jest to jednak szokowanie dla taniego rozgłosu – celem Bombay Begums jest wniesienie czegoś nowego do toczącego się w mediach dyskursu na temat sytuacji indyjskich kobiet. Trzeba jednocześnie przyznać, że w indyjskiej kinematografii komercyjnej nie było chyba jeszcze produkcji, która tak szczerze i bezkompromisowo mówiłaby o erotycznych potrzebach kobiet, coraz częściej zaspokajanych z pogwałceniem przyjętych zasad. O tym jak wielkie temat te wywołuje kontrowersje i jak olbrzymia pozostaje społeczna potrzeba kontroli kobiecej seksualności świadczą chociażby histeryczne komentarze na forach filmowych, odsądzające twórców Bombay Begums od czci i wiary. Sami producenci serialu odcięli się, zresztą, od zachowań swych bohaterek – trochę na zasadzie „jesteśmy postępowi, ale tak, żeby nikt nie oskarżył nas o niemoralność”.

Siłą nowego indyjskiego serialu Netflixa jest jednak nie tylko kontrowersyjny temat, ale sposób jego ujęcia oraz kreacja pięciu bohaterek. To nie są kobiety, które da się łatwo polubić, zwłaszcza gdy jest się indyjskim mężczyzną – zresztą, one nawet tego nie chcą. Są twarde, przebojowe, a paznokcie piłują nie tylko po to, by się podobać, ale by mieć czym drapać w szklany sufit. Są to też jednak kobiety wciąż spętane tradycyjną moralnością, która nakazuje im wyciszyć oskarżenie o molestowanie seksualne skierowane wobec szanowanego bankowca. Świetną robotę wykonali spece od castingu, każda z pięciu aktorek dobrana została bowiem fenomenalnie tworząc postacie, w które absolutnie się wierzy. Błyszczy zwłaszcza Pooja Bhatt w roli Rani, nie kradnie jednak show pozostałym koleżankom.

Jasne, Bombay Begums nie jest produkcją idealną – ma kilka scenariuszowych mielizn, choćby w dość stereotypowo potraktowanym wątku dojrzewania Shai, ostatni odcinek natomiast razi nadmiarem lukru. Nie są to jednak niedociągnięcia rzutujące na pozytywny odbiór całości produkcji. Odpowiedzialna za scenariusz i reżyserię Alankrita Shrivastava już kilkakrotnie śmiało eksplorowała kwestię kobiecej seksualności, za każdym razem narażając się obrońcom obyczajowego status quo. W Bombay Begums pokazała, że w temacie emancypacji Indusek wciąż pozostało bardzo dużo do powiedzenia, co więcej: że można to zrobić w sposób kreatywny i odważny.



Blanka Katarzyna Dżugaj



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s