Parias w Białym Domu – o spotkaniu Mohammada bin Salmana z Donaldem Trumpem

Joe Biden obiecywał uczynić go pariasem, Donald Trump nazywa świetnym facetem. Książę Mohammad bin Salman odwiedził Biały Dom i ponownie podbił serce jego najważniejszego lokatora. Pytanie tylko, kto tym razem rozdaje karty?

Po majowej podróży Donalda Trumpa na Bliski Wschód, podczas której ważnym przystankiem była Arabia Saudyjska, przyszedł czas na rewizytę. W Białym Domu z amerykańskim prezydentem spotkał się następca saudyjskiego tronu (i de facto władca Królestwa Arabii Saudyjskie), książę Mohammad bin Salman, a Trump ponownie zaskoczył cały świat. Już pół roku temu zapewniał, że Mohammad bin Salman to świetny facet pokazując tym samym, że w podejściu do Bliskiego Wschodu, a zwłaszcza Arabii Saudyjskiej, znacząco różni się od swojego poprzednika. Joe Biden obiecywał uczynić saudyjskiego następcę tronu pariasem – amerykański wywiad oskarża go bowiem o zlecenie zamachu na dziennikarza Dżamala Chaszokdżiego. Poprzedni prezydent USA pojechał do Arabii Saudyjskiej dopiero w momencie, gdy ziemia zaczęła palić mu się pod nogami, o czym pisaliśmy TUTAJ, i…niewiele osiągnął. Tymczasem Trump najwyraźniej stawia Bliski Wschód wyżej niż Europę jako partnera gospodarczego, a tydzień przed majową podróżą chwalił się, że jest w świetnych relacjach zarówno z królem Arabii Saudyjskiej, jak i jego synem. Czy znany z chwiejności amerykański przywódca może wkrótce zmienić zdanie? Niekoniecznie, wiele wskazuje bowiem, że zamierza powrócić do swojego dawnego pomysłu stworzenia na Bliskim Wschodzie paktu bezpieczeństwa – miałby on obejmować proamerykańskie kraje arabskie i Izrael. Ale wyruszając w czterodniową podróż na Bliski Wschód Donald Trump miał jeszcze inne plany – liczył na przywiezienie do USA inwestycji na kwotę biliona dolarów. Takie inwestycje już w styczniu zapowiedział Mohammad bin Salman – książę mówił o 600 mld dolarów, Trump chciał tę kwotę podbić do biliona.  W obecnej chwili sytuacja wygląda więc następująco: Donald Trump potrzebuje arabskich – w tym saudyjskich – pieniędzy, Rijad natomiast chce pozyskać amerykańskie know how w zakresie energetyki nuklearnej. 

Czym różni się Donald Trump od Joe Bidena? Nie przejmuje się kwestiami światopoglądowymi, w tym prawami człowieka, dzięki czemu może robić interesy z osobami o niezbyt krystalicznym sumieniu. I tu wracamy do Dżamala Chaszokdżiego – saudyjskiego dziennikarza, komentatora politycznego i publicysty Washington Post, znanego z krytyki władz Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza Mohammada bin Salmana. 2 października 2018 roku Chaszokdżiego wszedł do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, aby odebrać dokumenty potrzebne do ślubu. Już z niego nie wyszedł – został zamordowany przez saudyjskich agentów, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Kto był zleceniodawcą zabójstwa? Raport CIA wskazuje, że następca saudyjskiego tronu musiał co najmniej o planowanym morderstwie wiedzieć, raport ONZ natomiast idzie dalej: czytamy w nim, że istnieją wiarygodne dowody na to, iż mógł być on odpowiedzialny politycznie za zabójstwo. Arabia Saudyjska oczywiście zaprzecza. Amerykańskie media były zabójstwem swego przedstawiciela zszokowane, ale Donald Trump już wtedy twierdził, że brak jest twardych dowodów na osobiste zlecenie zabójstwa przez księcia koronnego i nie zerwał relacji z Arabią Saudyjską. Nie zrobił tego też Joe Biden – nałożył on sankcje na kilku saudyjskich agentów, ale nie na Mohammada bin Salmana. 

Trudno się więc dziwić, że podczas pierwszej od czasu zamachu wizyty księcia koronnego w USA padło pytanie o zabójstwo Chaszokdżiego. Zadała je Mary Bruce z telewizji ABC, na co Donald Trump odpowiedział: 

Wspomina pani o kimś, kto był niezwykle kontrowersyjny. Wiele osób nie lubiło tego dżentelmena, o którym pani mówi. Niezależnie od tego, czy się go lubi, czy nie, różne rzeczy się zdarzają (…) Ale następca tronu nic o tym nie wiedział. Nie musicie zawstydzać naszych gości.

Po czym, widocznie poirytowany, dodał:

Powiem wam coś: uważam, że ABC powinno zostać odebrane prawo nadawania, ponieważ wasze wiadomości są fałszywe i błędne. A my mamy wspaniałego komisarza, przewodniczącego, który powinien się tym zająć. 

Trump bronił księcia zażarcie, ale też dostał to, czego chciał. Obaj przywódcy rozmawiali o cywilnej energetyce jądrowej, sztucznej inteligencji oraz saudyjskich inwestycjach w USA, a Mohammad bin Salman zapowiedział, że te ostatnie zostaną zwiększone z 600 mld dolarów deklarowanych w maju do…biliona (choć nie podał ani szczegółów ani harmonogramu). Była też mowa o sprzedaży Saudyjczykom 48 zaawansowanych myśliwców F-35, co od kilku miesięcy budzi obawy i sprzeciw Izraela – na ten moment jedynego posiadacza tych maszyn na Bliskim Wschodzie. Tymczasem Trump zapowiedział, że model sprzedany Saudyjczykom będzie zasadniczo podobny do tego, który posiadają Izraelczycy, co zmieni układ sił w regionie. Oba kraje podpisały również wspólną deklarację o zakończeniu negocjacji w sprawie współpracy w zakresie cywilnej energetyki jądrowej, która według Białego Domu stworzy podstawy prawne dla długoterminowego partnerstwa w dziedzinie energetyki jądrowej. To także musi niepokoić Tel Awiw, który nie zgadza się, by jakiekolwiek państwo Bliskiego Wschodu rozwijało program nuklearny. Nawet jeśli ma on służyć wyłącznie celom cywilnym – te bowiem, jak argumentuje Izrael, łatwo można bowiem zmienić na cele militarne. 

A co z projektem paktu bezpieczeństwa z państwami Bliskiego Wschodu? Póki co Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska zawarły porozumienie w sprawie bezpieczeństwa, które ułatwi transfery broni oraz umożliwi Rijadowi ubieganie się o kontrakty Pentagonu na konserwację i naprawy oraz zakup amunicji ze zubożonym uranem. Nie obejmuje ono gwarancji bezpieczeństwa, ale Arabia Saudyjska została awansowana do pozycji głównego sojusznika spoza NATO. 

Jedno się Trumpowi nie udało – ani w maju, ani teraz. Jednym z jego celów jest przystąpienie Arabii Saudyjskiej do Porozumień Abrahamowych. Póki co Rijad stawia jednak warunek: „wiarygodna ścieżka do rozwiązania dwupaństwowego w przypadku Palestyny”. A tu stanowcze ‘nie” mówi Izrael. 

Blanka Katarzyna Dżugaj 

Dodaj komentarz