Yoon Suk-yeol właśnie przeszedł do historii jako drugi prezydent Korei Południowej odsunięty od władzy decyzją Trybunału Konstytucyjnego oraz najkrócej urzędujący wybrany w wyborach przywódca w demokratycznej historii kraju. Korea Południowa w ciągu następnych 60 dni musi wybrać nową głowę państwa.
W piątek ośmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego jednogłośnie orzekło o utrzymaniu impeachmentu Yoon Suk-yeola uznając, że prezydent naruszył formalny proces ogłaszania stanu wojennego, prawa parlamentarzystów oraz własne obowiązki jako szefa sił zbrojnych. Dekret o stanie wojennym był niezgodny z konstytucją, ponieważ w tym czasie nie było poważnego kryzysu państwowego, a powody, dla których Yoon go ogłosił nie mają uzasadnienia. Wszystko to – w oczach sędziów – stanowi “poważną zdradę zaufania ludu”.

Źródło: Constitutional Court of Korea, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=163174468
Aby zrozumieć, co właśnie stało się w Korei musimy się cofnąć do grudnia ubiegłego roku. Yoon Suk-yeol najprawdopodobniej chciał wyprzedzić ruch opozycji – w środę Zgromadzenie Narodowe miało głosować nad opozycyjnym wnioskiem o impeachment prezydenta. Aby do tego nie dopuścić Yoon wprowadził stan wojenny zakazujący wszelkiej działalności politycznej. Nie da się ukryć, że Yoonowi z kontrolującą parlament opozycją nie było po drodze – dwa lata jego urzędowania to nieustanne walki o przeforsowanie prezydenckich projektów ustaw. Ostatnie tarcia dotyczyły dwóch kwestii: pierwsza z nich to ustawa budżetowa na 2025 rok, w której główna partia opozycyjna, czyli Demokratyczna Partia Korei, wprowadziła sporo cięć. Dotyczą one m.in. wydatków specjalnych sekretariatu biura prezydenckiego i Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a także funduszy dla prokuratury, państwowej agencji audytowej i policji. Drugą kością niezgody były wezwania ze strony opozycji do przeprowadzenia niezależnych śledztw w sprawie skandalu z udziałem pierwszej damy. W maju tego roku wyciekło nagranie, na którym Kim Keon Hee otrzymuje prezent w postaci luksusowej torebki o wartości ponad 2 tys. dolarów. Opozycja oskarżyła pierwszą damę o korupcję, a policja wszczęła śledztwo. Jesienią okazało się jednak, że prokuratura zamierza oczyścić żonę prezydenta z wszelkich zarzutów. Przeciwnicy polityczni Yoona zaczęli się domagać niezależnego dochodzenia, a słupki poparcia dla prezydenta i jego konserwatywnej Partii Władzy Ludu spadły kolejny raz z rzędu. Według badania Realmeter pozytywna ocena wyników Yoona spadła w listopadzie o 0,7 punktu procentowego do rekordowo niskiego poziomu 25 proc., negatywna ocena wzrosła natomiast o taką samą wartość do 71 procent. W październiku Yoon przepraszał w telewizji, obiecywał, że utworzy biuro nadzorujące obowiązki Pierwszej Damy, prośby o szersze dochodzenie jednak zignorował. Opozycja zaczęła więc działania na rzecz postawienia w stan oskarżenia członków gabinetu prezydenta i kilku wysoko postawionych prokuratorów, za zaniechanie przeprowadzenia dochodzenia w sprawie Kim Keon Hee.

Wprowadzając stan wojenny Yoon Suk-yeol stał się pierwszym prezydentem Korei Południowej od ponad 40 lat, który zastosował taki środek. Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej sam nie wpadł na ten pomysł – inicjatorem miał być szef tego resortu Kim Yong Hyun. Prezydent nie mógł – rzecz jasna – wprost powiedzieć, że obawia się opozycji. Oskarżył ją więc o sympatyzowanie z Koreą Północną i paraliżowanie działań administracji kraju. Dowódcą sił zbrojnych na czas stanu wojennego mianował generała Park An-soo, dając mu nieograniczone uprawnienia do tworzenia i egzekwowania prawa. Stan wojenny zakazał działalności parlamentu, partii politycznych i związków zawodowych oraz organizowania demonstracji, media przekazał pod kontrolę wojska. Ani politycy ani obywatele nie mieli jednak zamiaru podporządkować się dekretowi prezydenta. Lider opozycji Lee Jae-myung wezwał społeczeństwo do protestu przeciwko niekonstytucyjnej decyzji prezydenta – ogromna demonstracja miała miejsce przed budynkiem parlamentu w Seulu. Co istotne, nawet niektórzy politycy z Partii Władzy Ludu, w tym jej lider Han Dong-hoon, wypowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.

Przed parlamentem doszło do zamieszek, gdy uczestnicy protestu starli się z policją, ale i wewnątrz budynku było gorąco. W niespełna trzy godziny zgromadziła się tam parlamentarna większość mimo że wojsko zamknęło parlament, aby uniemożliwić posłom wejście. Ci jednak byli zdeterminowani i przeskakiwali przez płot, by dostać się do budynku. Doszło do scen, których koreański parlament nie widział od kilku dekad: uzbrojeni żołnierze wchodzący do budynku i politycy próbujący ich powstrzymać gaśnicami. Siły specjalne próbowały szturmować parlament, ostatecznie jednak posłom udało się doprowadzić do głosowania – krótko po godzinie 1. w nocy parlament Korei Południowej, w obecności 190 z 300 członków, odrzucił decyzję prezydenta – deklaracja stanu wojennego została uznana za nieważną. Lider opozycji Lee Jae-myung powiedział, że każdy, kto podporządkuje się deklaracji prezydenta złamie prawo. Protestujący pozostali przed parlamentem do późnej nocy – nawet po ogłoszeniu przez przewodniczącego parlamentu anulowania decyzji prezydenta, dochodziło do przepychanek między demonstrantami a policją. Dopiero w środę nad ranem Yoon Suk Yeol ogłosił, że akceptuje decyzję Zgromadzenia Narodowego o zniesieniu stanu wojennego. Nadszedł czas na rozliczenia.

Przede wszystkim rozpoczął się proces przed Trybunałem Konstytucyjnym. Nie bez problemów, rozpatrzyć sprawę i przeprowadzić rozprawę musiało bowiem co najmniej siedmiu z dziewięciu sędziów musi rozpatrzyć sprawę i przeprowadzić rozprawę. Następnie sześciu z dziewięciu sędziów Sądu Konstytucyjnego musiało zagłosować za wnioskiem. Sęk w tym, że Sąd Konstytucyjny liczył wówczas tylko sześciu sędziów – Zgromadzenie Narodowe nie wybrało jeszcze bowiem następców sędziów, którzy niedawno odeszli na emeryturę. Pełniący obowiązki głowy państwa premier na szybko mianował więc dwóch z trzech brakujących sędziów. Jednocześnie rozpoczął się proces karny, w którym Yoonowi postawiono zarzut kierowania zamachem stanu, co jest zagrożone wyrokiem dożywotniego pozbawienia wolności lub karą śmierci (choć warto tu zaznaczyć, że wyrok taki nie został w Korei Południowej wykonany od kilku dekad). Prezydent został w styczniu aresztowany, a następnie zwolniony w marcu po tym, jak sąd anulował nakaz aresztowania – choć nie wycofał zarzutów.
Co teraz? Decyzja Trybunału Konstytucyjnego oznacza formalne odwołanie Yoona ze stanowiska prezydenta – wchodzi ono w życie natychmiast. Oznacza to, że Yoon Suk-yeol musi natychmiast opuścić rezydencję, a w kraju w ciągu 60 dni muszą się odbyć wybory. Kto może zastąpić właśnie odwołanego prezydenta? Kandydatów jest co najmniej kilku.

Źródło: Constitutional Court of Korea, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=159461662
Najbardziej oczywisty z nich to lider opozycji Lee Jae-myung, były prawnik i ustawodawca, który nieznacznie przegrał z Yoonem w wyborach prezydenckich w 2022 roku. Tyle tylko, że Lee sam ma problemy prawne – w chwili obecnej toczy się przeciwko niemu pięć postępowań sądowych. W listopadzie 2024 roku Sąd Rejonowy w Seulu skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata pod zarzutem składania fałszywych oświadczeń podczas kampanii prezydenckiej dwa lata wcześniej. Lee odwołał się od wyroku, twierdząc, że w procesie ustalania faktów wystąpiły błędy. Ostatnia rozprawa apelacyjna odbyła się w końcu marca, co oznacza, że w najbliższym czasie (maksymalnie do końca czerwca) Sąd Najwyższy wyda ostateczny wyrok. Chyba, że Lee Jae-myung wcześniej zostanie prezydentem – wtedy chronić go będzie immunitet. Ze względu na kontrowersje wokół lidera Partii Demokratycznej koreańscy komentatorzy wymieniają innych potencjalnych kandydatów: Kim Kyung-soo – niegdyś bliskiego współpracownika poprzedniego prezydenta Moon Jae-ina (też ma na koncie karę więzienia, został skazany próbę wpłynięcia na opinię publiczną online na korzyść Moona w wyborach prezydenckich w 2017 roku) oraz Kim Dong-yeona – gubernatora prowincji Gyeonggi, który mocno podkreśla brak jakichkolwiek kłopotów z prawem.

W Partii Władzy Ludowej sytuacja jest bardziej skomplikowana. Ugrupowanie jest mocno podzielone na tych, którzy pozostają lojalni wobec usuniętego właśnie prezydenta oraz jego przeciwników. Ten pierwszy obóz zdaje się faworyzować w nadchodzącym wyścigu o fotel prezydencki Kim Moon-soo – ministra pracy, Na Kyung-won – sędzię, posłankę od pięciu kadencji i pierwszą kobietę na stanowisku lidera Partii Władzy Ludu oraz Won Hee-ryong – ministrę ds. ziemi i transportu, która rywalizowała z Yoonem w prawyborach prezydenckich w 2022 roku. W obozie przeciwników Yoona największe szanse zdaje się mieć Han Dong-hoon, który stał się twarzą tej frakcji podczas kampanii wyborczej w wyborach powszechnych w 2024 roku, gdy kłócił się z Yoonem o nominacje kandydatów. Są też oczywiście chętni spoza tych dwóch ugrupowań – startu w wyborach nie wyklucza burmistrz Oh Se-hoon, poseł Ahn Cheol-soo, Lee Jun-seok z mniejszościowej konserwatywnej Partii Reform, usunięty ze stanowiska lidera Partii Władzy Ludu w lipcu 2022 roku w związku ze skandalem dotyczącym oskarżeń o przyjmowanie przysług seksualnych od osoby ze świata biznesu (zarzuty te zostały wycofane przez prokuraturę), oraz Lee Nak-yon – premierem za czasów prezydentury Moon Jae-ina.
W symbolicznym geście oznaczającym koniec prezydentury Yoon Suk-yeola urzędnicy rządowi opuścili flagę z prezydenckim emblematem, czyli wizerunkiem dwóch feniksów unoszących się nad narodowym kwiatem Korei Południowej, z budynku biura prezydenckiego w Yongsan. Na ulicach świętują przeciwnicy byłego już prezydenta, jego zwolennicy natomiast sugerują, że sędziowie zostali przekupieni. Koreańska prasa słusznie zwróciła dziś uwagę, że reakcja na wyrok była ilustracją politycznego rozłamu w kraju w czasie rzeczywistym – pytanie, czy kandydaci na nowego prezydenta będą próbowali ten rozłam zakończyć, czy raczej podsycać jak robił to Yoon Suk-yeol w ostatniej kampanii wyborczej.
Blanka Katarzyna Dżugaj
