Tereny na granicy Indii i Bangladeszu stały się w styczniu tego roku areną konfliktu, w którego centrum znalazły się owoce mango. Posądzenia o kradzieże, naruszanie granicy i brutalne reakcje służb doprowadziły do poważnych napięć. Uzbrojeni rolnicy z obu stron granicy atakowali się wzajemnie. Doszło do starć, które HM Nazmul Alam – banglijski publicysta – określił w tekście dla Dhaka Tribune jako „tragikomiczne reality show”.
Według narracji mieszkańców Bangladeszu w czasie, gdy pracowali oni przy żniwach grupa Indusów wkroczyła na ich teren i zaczęła wycinać gałęzie mangowców. Doszło do rękoczynów, a ostatecznie do napięć na granicy, w których uczestniczyło kilkaset osób. Tłum został rozproszony przez indyjską straż graniczną, czyli Indian Border Security Force (BSF) przy użyciu granatów hukowych i gazu łzawiącego. Jednocześnie wkroczyli podobno bezprawnie na teren Bangladeszu, co banglijska straż graniczna uznała za naruszenie prawa międzynarodowego. Indyjscy rolnicy natomiast oskarżają Banglijczyków o kradzież ich plonów mangowych oraz przemycanie ich na teren Bangladeszu.

Nie tylko między mieszkańcami granicznego obszaru rozgrywa się jednak konflikt. Dużym problemem z perspektywy mieszkańców Bangladeszu jest indyjska straż graniczna, czyli wspomniana BSF. Niedawno na terenie przygranicznym BSF zaczęła wznosić ogrodzenia z drutu kolczastego. Problem w tym, że niejednokrotnie w tym celu przekraczała nielegalnie granicę lub budowała go…nie w miejscu, gdzie granica ta przebiega, a przynajmniej nie ta uznawana przez Bangladesz. Jest to kulminacja wielu dekad napięć między mieszkańcami tego bangladeskiego obszaru, a siłami granicznymi Indii. Z perspektywy Banglijczyków działania BSF są nielegalne, a także sstanowią kontynuację dyskryminacji i gwałcenia praw sąsiadów przez indyjskie siły. Wszystko to prowadzi do jeszcze większej frustracji oraz desperacji. A jak wiadomo frustracja rodzi agresję, która aktywuje się w kontaktach z indyjskimi sąsiadami i BSF. Mango – jak zauważa wspomniany bangladeski publicysta – to tylko pretekst. Jest to jednak pretekst z dużym kontekstem kulturowym.

Mango to owoc o ogromnym znaczeniu kulturowym i gospodarczym, ale też – jak zaraz zaprezentujemy – dyplomatycznym. Wokół mangowca skupione jest życie gospodarcze całych potężnych regionów Azji Południowej. Mango jest obecne w kulturze, sztuce i – co oczywiste – kuchni. Jednocześnie mangowe sady kojarzone są z dobrobytem i pomyślnością. Nic dziwnego, że walka o mango ma charakter nie tylko „ekonomiczny”, ale wręcz honorowy. Za honorowymi i emocjonalnymi reakcjami mieszkańców obu stron granicy stoją jednak motywacje przyziemne. Obszar ten jest po prostu biedny, a trudności gospodarcze pogłębiają się z każdym rokiem. Status wielu obszarów na granicy nie jest w pełni uregulowany, a przynajmniej przez samych mieszkańców kwestionowany. Dodatkowym problemem jest konflikt o współdzielone zasoby wodne, co coraz częściej jest powodem napięć – nie tylko przygranicznych – w regionie.
Napięcia skumulowały się wokół kwestii tak niewinnej, zdawałoby się, jak owoce mangowca. Jednak mango od dawna odgrywa swoistą rolę w dyplomacji tej części świata. Kilka lat temu władze Bangladeszu – kierowanego wtedy przez obaloną niedawno Sheikh Hasinę – rozesłały do premierów Indii i Pakistanu owoce mango będącej chlubą Bangladeszu odmiany Haribhanga. Miał być to gest przyjaźni i dobrej woli, deklaracji chęci zacieśniania relacji. W ostatnich latach tego typu „mangowa” dyplomacja powracała w zabiegach bangladeskich władz. Symboliczna wymiana mango zaczęła być odwzajemniania. Dla rządzących w Bangladeszu mango wysłał premier Pakistanu, co odebrano jako symbol chęci budowania dobrych relacji między krajami, które łączy przecież bardzo trudna historia.

Jak się okazuje zabiegi „,mangowej dyplomacji” okazały się zdecydowanie skuteczniejsze dla samej Hasiny, która po utracie władzy znalazła schronienie w Indiach, niż dla samych mieszkańców Bangladeszu. Owoc będący symbolem całego regionu Azji Południowej stał się w ostatnich tygodniach dobrze wyglądającym w nagłówkach gazet symbolem konfliktu i nierozwiązanych problemów między zarówno mieszkańcami, jak i administracjami graniczących ze sobą krajów.
Krzysztof Gutowski
