Ból dorosłości: recenzja książki “Idealny czas na smuteczek” Nanae Aoyamy

Pięknie napisana powieść o zderzeniu pokoleń, wchodzeniu w dorosłość i przemijaniu. Pozornie prosta historia, której istota kryje się w ukrytych metaforach i symbolach.

Idealny czas na smuteczek. Idealny, czyli…jaki? Kiedy można – czy też należy – się smucić, aby mieć pewność, że trafiło się na odpowiedni moment? Ja na to pytanie nie odpowiem, a i bohaterowie książki Nanae Aoyamy mieliby zapewne problem, smutek i melancholia stanowią bowiem nierozerwalną część ich codziennego życia. U nich nie ma idealnego czasu, bo czas jest zawsze – wiele lat temu smutek wgryzł się w ich życie i stale im towarzyszy, nie pozwalając się cieszyć tym, czego doświadczają i co czeka ich w przyszłości.

Idealny czas na smuteczek to zbiór dwóch opowiadań, z których pierwsze rozmiarem przypomina mini powieść. Jego bohaterka to dwudziestolatka, która zamiast iść na studia spełniając marzenie matki, zaczyna pracę zarobkową i samodzielne życie. Wyjeżdża do Tokio, gdzie wynajmuje pokój u starszej pani – miłośniczki kotów i wieczorków tanecznych. W jej pustym na pozór domku, położonym tuż przy ruchliwej stacji kolejowej, Chizu poznaje smak dorosłości i stawia czoła traumie z dzieciństwa. Wychowywana tylko przez pracującą zawodowo matkę Chizu idzie – a raczej przemyka się – przez życie w wiecznym strachu przed porzuceniem: najpierw zostawił ją ojciec, potem rzucił ją chłopak, teraz matka wyjeżdża do Chin, gdzie planuje zamążpójście, a z Chizu zrywa kolejny facet. Dziewczyna czuje się samotna, ustawicznie porzucana przez najważniejsze osoby w jej życiu, a wynikający z tego smutek sprawia, że staje się osobą złośliwą, niezdolną do zbudowania głębszych relacji i apatyczną. Z ludźmi łączą ją płytkie związki, przywiązuje się natomiast do przedmiotów – zwłaszcza tych kradzionych, które zapewniają emocjonalne bezpieczeństwo i stałość. Dopiero jej tokijska gospodyni, niewiele w sumie robiąc, dokonuje wyłomu w murze znudzenia i marazmu, którym otoczyła się Chizu niczym pancerzem chroniącym przed bólem kolejnego potencjalnego odrzucenia. Krok po kroku pani Ginko, mądra, łagodna, z optymizmem idąca przez życie kobieta, sprawia, że w Chizu narasta potrzeba sprawczości i przejęcia kontroli nad własnym życiem.

Relacja Chizu z panią Ginko to bez wątpienia najmocniejsza strona książki Nanae Aoyamy, pięknie wpisana w zmieniający się rytm pór roku, który w japońskiej kulturze ma ogromne znaczenie. Opowieść o Chizu zaczyna się wiosną, gdy świat budzi się do życia, rozkwita na nowo – to właśnie wtedy dziewczyna przeprowadza się do Tokio, podejmuje aż dwie prace, zdaje się czerpać radość z codzienności. Wraz z jesienią przychodzi marazm, ból i odrętwienie, które zimą przechodzą w coś bliskiego emocjonalnej hibernacji. Ostatni rozdział to znów wiosna i kolejna szansa na odrodzenie – tak dla przyrody, jak i dla Chizu. Czy dziewczyna zdoła ją wykorzystać? Otwarte pytanie, z którym zostawia czytelnika autorka potęguje wrażenie niepewności i ulotności towarzyszące czytelnikowi przez całą opowieść o Chizu.

Nanae Aoyama przedstawia rok z życia młodej kobiety, która próbuje odnaleźć własne miejsce w świecie, ale Idealny czas na smuteczek to coś więcej niż opowieść o jednej wchodzącej w dorosłe życie dziewczyny. To szersze spojrzenie na młode pokolenie Japończyków oraz ich relacje z seniorami, a także panaroma życia w dzisiejszej Japonii. To książka zwodnicza – na pierwszy rzut oka łatwa, lekka i przyjemna, a jednak kryjąca w sobie istotne przemyślenia na temat młodości, starzenia się, przemijania. Czytać ja należy powoli i uważnie, Nanae Aoyama nasyciła ją bowiem ukrytymi metaforami i symbolami, które łatwo przeoczyć przy pobieżnej lekturze, a które nadają powieści wyjątkowy smak.

W polskim wydaniu książki Idealny czas na smuteczek znalazło się także opowiadanie Nowy początek, którego bohaterem jest dwudziestoośmioletni Jinnai. Wiek wchodzenia w dorosłość ma on już za sobą, nieobce są mu jednak rozterki związane ze swoim miejscem w życiu, pragnieniem sprawczości i potrzebą spełnienia. Jinnai chce odejść z pracy, ale zwleka z ostateczną decyzją, intryguje go koleżanka z pracy, lecz boi się wyznać jej swoje uczucia. Przypomina liść dryfujący na wietrze, rzucany z jednego miejsca na drugie – bezwolnie i bez możliwości wyrwania się losowi. Podobnie jednak jak Chizu, tak i Jinnai spotyka na swojej drodze osobę, która sprawi, że młody mężczyzna będzie musiał podjąć decyzję, czy chce wziąć odpowiedzialność za swoje życie, czy woli pozostać biernym jego obserwatorem. Zderzenie tych dwóch opowieści nasuwa myśl, że przypadkowe spotkania mogą mieć kolosalny wpływ na nasze życie i pomóc nam odnaleźć bądź po prostu zrozumieć własne możliwości.

Nanae Aoyama, zdobywczyni prestiżowych nagród literackich, w tym nagrody Akutagawy, po mistrzowsku opisuje bolesny proces wchodzenia w dorosłość. Nasycony z jednej strony pragnieniem buntu, z drugiej potrzebą dopasowania się – bądź co bądź Chizu ostatecznie podjęła pracę w korporacji, jak większość młodych Japończyków. Stała się elegancką kobietą z teczką i w szpilkach, jakich dziesiątki widuje się codziennie w tokijskim metrze. Nie wyzbyła się jednak młodzieńczej nieodpowiedzialności, o czym świadczy jej mało etyczny romans. I jakaś tęsknota, by być znów jak spotkana w metrze kilkuletnia dziewczynka, śmiało wystawiająca buzię na wiatr.

Blanka Katarzyna Dżugaj

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mova.

Dodaj komentarz