Przez świat przetaczają się protesty rolników. Trudno sprowadzać je do wspólnego mianownika, chociaż bez wątpienia są dowodem na to, że znaczenie tego sektora gospodarki i jej funkcjonowania w państwie wymaga redefinicji. Protesty wynikające z frustracji to również źródło potencjalnego kapitału politycznego. W Indiach również, po czterech latach względnego spokoju, tysiące rolników ponownie ruszyło na Delhi, by domagać się zabezpieczenia swoich interesów i praw.
Około cztery lata temu przez ponad rok indyjscy rolnicy – głównie z Pendżabu – niemalże okupowali indyjską stolicę protestując przeciwko trzem punktom reform rolnictwa, które wprowadzić chciała władza centralna. Mimo trwającej pandemii, protesty były na tyle silne, że stanowiły realne zagrożenie dla rządzących krajem. W ich wyniku zginęło kilkaset osób. Ostatecznie udało się osiągnąć chwiejny kompromis – równy w zasadzie z zawieszeniem broni przez obie strony. Władze centralne wycofały się z proponowanej reformy, ale nie zgodziły się na pozostałe żądania rolników.

Źródło: (X) @kapsology
W lutym tego roku tysiące rolników z Pendżabu ponownie rozpoczęło protesty, a w zeszłym tygodniu zdecydowali się marsz „Na Delhi” (Delhi Chalo). Zmobilizowane siły bezpieczeństwa zatrzymały marsz na granicy stanu Harjana. Tam też doszło do starć między rolnikami, a siłami porządkowymi. Czego oczekują protestujący? Sformułowanych żądań jest wiele. Przede wszystkim rolnicy domagają się wprowadzenia ustawy zapewniającej gwarantowaną cenę minimalną na wszystkie uprawy – a nie wyłącznie wybrane. Oczekują również większych odszkodowań za grunty nabywane przez władze, które następnie są odsprzedawane deweloperom. Domagają się także rezerwacji 10 proc. powstających tam miejsc mieszkalnych dla rodzin, od których przymusowo odkupiono grunty. Problemem są wreszcie długi, a celem protestujących jest wdrożenie zaleceń specjalnej Komisji Swaminathana w sprawie umorzenia centralnie zaciąganych długów, w które wpadają rolnicy pozbawieni zabezpieczonej ceny minimalnej. Nie tylko jednak postulaty dotyczące ich czysto rolniczej sytuacji są na ustach protestujących. Wśród żądań znajduje się również systemowe zapewnienie dochodu minimalnego dla rolników, wystąpienie Indii ze Światowej Organizacji Handlu, szukanie winnych śmierci, a także zadośćuczynienia finansowe i opieka nad rodzinami ofiar z poprzednich protestów, zmiany w dostępności ziaren modyfikowanych genetycznie, poprawa sytuacji społeczności plemiennej i wiele innych…

Źródło: (X) @ownthouths
Co na to władze? Oprócz skierowania sił bezpieczeństwa, oczywiście. Przede wszystkim uznały protesty za motywowane politycznie i podsycane przez opozycję. Politycy rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej (Bharatiya Janata Party – BJP) oraz sympatyzujące z nimi prawicowe media uznały żądania rolników za nieuzasadnione, a same protesty za atak na władzę motywowany politycznie i próbę destabilizacji państwa.
Protesty przyniosły już też pierwsze ofiary. Punktem zwrotnym w manifestacjach i „marszu na Delhi” okazała się śmierć rolnika Shubhkarana Singha, który stracił życie w czasie starć z policją w Khanauri. Dokładne przyczyny śmierci nie zostały jeszcze ogłoszone, ale rolnicy obarczają winą siły bezpieczeństwa, Singha uznając za męczennika. Śmierć rolnika wpłynęła znacząco na formy protestu. Przede wszystkim część frakcji zdecydowała się zawiesić rozmowy z władzami centralnymi. Liderzy protestów postanowili pozostać w dwóch wielkich obozach – Śambhu (Shambhu) i Khanauri – na pograniczu stanów Pendżab i Harjana do 29 lutego. W piątek protestujący spalili kukły przedstawiające premiera Modiego oraz ministrów. Manifestacje określono również jako „czarne”, ponieważ na wielu wozach, traktorach i ciężarówkach wywieszono czarne flagi, a protestujący założyli czarne turbany. Liderzy protestujących rolników żądają ze strony władz wsparcia finansowego dla rodziny ofiary protestów, a także ogłoszenia go męczennikiem, który poświęcił życie dla sprawy. Warto dodać, że to nie jedyna śmierć związana z protestami – w ich czasie na skutek ataku serca zmarło też kilku innych, starszych rolników.

Źródło: (X) @Villagerz_Singh
Zagrożenie ze strony kierujących się ku stolicy rolników zmusiło rządzących do działań. Jednak działań chaotycznych, nieprzemyślanych i chyba nie do końca świadomie zarządzonych. Okazuje się bowiem, że jeśli chodzi o stosunek do protestujących rządzący centralnie oraz w kluczowych stanach Pendżab i Harjanie zmieniają szybko zdanie i decyzje. Władze Pendżabu zdecydowały się na odszkodowanie oraz zapewnienie pracy dla siostry Shubhkarana Singha. Warte odnotowania są jednak przede wszystkim działania władz stanu Harjana. Tamtejszy rząd, w którym władzę sprawuje BJP, ogłosił kilka dni temu, że w stosunku do protestujących zostaną wdrożone procedury przewidziane Aktem o Bezpieczeństwie Narodowym (National Security Act – NSA) z 1980 roku. Jest to de facto wprowadzanie stanu wyjątkowego oraz możliwość „prewencyjnego” zatrzymania liderów rolników. Jednak w piątek wycofano się z tej decyzji. Zarówno policja, jak i urzędnicy stanowi podkreślają, że wykorzystanie NSA mogłoby być kontrskuteczne i wywołałoby tylko więcej niepokoju. Zdaje się, że zmienność decyzji to efekt nerwowej politycznej kalkulacji. Przypomnijmy, że w Indiach niedługo rozpoczną się wybory do parlamentu, a w samej Harjanie jesienią odbędą się wybory lokalne.
Politycy obawiają się, że do maszerujących (a obecnie obozujących) rolników z Pendżabu dołączą farmerzy z Harjany. A potem być może jeszcze z innych stanów – również tych będących tradycyjnie polityczną ostoją BJP. Zwraca się również uwagę na to, że 4 lata temu protestujący nie pozwalali na prowadzenie w wielu wioskach kampanii wyborczej politykom BJP. Na stratę takiej możliwości politycy nie mogą sobie pozwolić.

Źródło: (X) @kaur672447642
Czy władze centralne mają rację uznając protesty za „motywowane politycznie”? Cóż… Jesteśmy przekonani, że w sferze publicznej nie ma rzeczy „niepolitycznych”. Problemy rolników są realne i – niestety – w dużej mierze nierozwiązywalne w obecnej sytuacji ekonomicznej i geopolitycznej kraju. Protesty wpisują się w protesty rolników, które przetaczają się też przez inne części świata i są wynikiem pilnej potrzeby przedefiniowania miejsca, jakie zajmuje rolnictwo w gospodarkach, sposobów i poziomu regulowania działalności rolników, odpowiedzialności państwowej za ten sektor itd. Na postulaty protestujących nie ma łatwej odpowiedzi. Z pewnością jednak odpowiedzią nie jest arogancja, z jaką początkowo wypowiadali się rządzący, ani też wyprowadzanie przeciwko protestującym wojska i policji. W tej sytuacji oczywistym beneficjentem protestów – i tutaj wyjątkowo (!) musimy zgodzić się z politykami BJP – jest indyjska opozycja.
Krzysztof Gutowski
