Opowieść o niewyobrażalnym bestialstwie, ale i równie wielkiej odwadze i sile. Głos tysięcy kobiet, którym na dziesiątki lat przemocą go odebrano.
Korea, 1937 rok. Czternastoletnia Kim Sangmi ma wielkie plany na przyszłość. Wychowana w inteligenckiej rodzinie marzy o niezależności od niekochających jej rodziców i dalszej nauce. Marzenia te brutalnie niszczy jednak wojna. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez japońskich żołnierzy i zmuszona do życia w roli niewolnicy seksualnej.
Pocieszycielki – tak japońska armia określała blisko czterysta tysięcy kobiet, które zmusiła do prostytucji w czasie II wojny światowej. Trzymane w tzw. stacjach komfortu kobiety, zarówno Azjatki, jak i Europejki, miały uwalniać japońskich żołnierzy od napięcia seksualnego i zapewniać im niezbędny relaks na froncie. Choć „wyświadczały przysługę” były bite, gwałcone przez kilkudziesięciu mężczyzn dziennie, upokarzane, pozbawiane dostępu do opieki medycznej, wreszcie mordowane, gdy Japonia została zmuszona do złożenia broni. Po kapitulacji życie owych pocieszycielek stało się wolne od fizycznej przemocy, wciąż jednak wypełnione było strachem, wstydem, ostracyzmem społecznym i psychiczną traumą. Nigdy nie doczekały się szczerych przeprosin, japoński rząd nie poczuwa się bowiem do odpowiedzialności za funkcjonowanie stacji komfortu na podbitych przez Kraj Kwitnącej Wiśni terenach Korei, Japonii, Tajlandii, Birmy i Indonezji. Wiele Koreanek wciąż walczy o swoje dobre imię, a pomoc czerpią nie tylko od organizacji międzynarodowych, ale i filmowców, muzyków czy pisarzy takich Juliette Morillot.

Mocna, poruszająca, potrzebna… Ilość przymiotników określających powieść Juliette Morillot możnaby mnożyć w nieskończoność. I byłyby to wyłącznie przymiotniki pozytywne, bo Czerwone orchidee z Szanghaju to książka tyleż ważna z punktu widzenia sprawiedliwości dziejowej, co udana pod względem literackim. Francuska pisarka doskonale oddała cały ból, rozpacz, determinację i odwagę Pocieszycielek – kobiet bitych, gwałconych, poddawanych wielokrotnym aborcjom, odczłowieczanym, a wreszcie na dziesiątki lat zapomnianych, bo wstyd zamyka usta bardziej skutecznie niż fizyczny knebel. To powieść mocna, nie dająca się czytać kompulsywnie – ładunek zawartych w niej emocji jest tak wielki, że trzeba robić przerwy w lekturze. Jeśli szukacie lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej szukajcie dalej, bo Czerwone orchidee z Szanghaju to zupełnie inny kaliber. Nie jest to też jednak książka przytłaczająca – raczej poruszająca i skłaniająca do zadumy nad znaczeniem cierpienia, siłą ludzkiego ducha, potęgą nadziei i determinacji kobiety pragnącej przetrwać.
Czerwone orchidee z Szanghaju to hołd dla wszystkich koreańskich kobiet skrzywdzonych przez japońską armię. To także głos w ich imieniu, który przez dziesiątki lat był tłumiony zarówno przez japońskie, jak i koreańskie społeczeństwo. Pierwsze nie przyznawało, że stacje komfortu w ogóle istniały, drugie milczało ze wstydu. A Pocieszycielki cierpiały, niejako na nowo przeżywając gwałty i bicie – tyle, że tym razem ze strony własnych rodaków. Bo milczenie boli często równie mocno jak przemoc fizyczna. Powieść Juliette Morillot jest więc powieścią niezwykle potrzebną, wypełniającą lukę na światowym rynku literackim, dopiero od niedawna poruszającym tę bolesną, otoczoną społecznym i politycznym tabu tematykę.
Ale Czerwone orchidee z Szanghaju to także powieść bardzo udana literacko. Jakże łatwo byłoby przy takiej opowieści popaść w nieznośny patos, zanużyć się w emocjonalnej przesadzie i stworzyć książkę łzawą, w tani sposób szantażującą czytelnika uczuciowo. Juliette Morillot jest jednak zbyt utalentowaną pisarką, by wpaść w tę pułapkę – Czerwone orchidee z Szanghaju to wprawdzie powieść wymagająca emocjonalnie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Morillot jest też znawczynią Azji, co nadaje całej historii rys wiarygodności i autentyczności, tak potrzebny przy tego rodzaju literaturze. To nie jest lektura łatwa i przyjemna – jej czytanie boli, ale w ten dobry sposób, w jaki literatura powinna na czytelnika oddziaływać. To także książka, która na długo zostaje w pamięci.
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Kobiecego.
Blanka Katarzyna Dżugaj
