W kraju, w którym przez dekady polityka była domeną partyjnych elit, zaprzysiężenie w ostatnich dniach Balendry Shaha na premiera Nepalu stało się czymś więcej niż rutynową zmianą rządu. To symboliczny moment – na polityczną scenę wkroczyło pokolenie wychowane na mediach społecznościowych i wyrażające otwarcie brak akceptacji dla dotychczasowego systemu.
27 marca obecnego roku w Katmandu Balendra Shah objął urząd premiera jako najmłodszy szef rządu w historii Nepalu. Ceremonia miała wyraźnie tradycyjny charakter. Udział w niej wzięli przedstawiciele obecnych w Nepalu religii, a Shah prezentował się i ślubował przy akompaniamencie orkiestry wojskowej i w obecności dyplomatów. Zaprzysiężeniu towarzyszyło szybkie przedstawienie nowego gabinetu – widoczny sygnał, że czas przejść do działania po kilkumiesięcznym okresie politycznej próżni. Sam moment ceremonii wyznaczono zgodnie z astrologicznymi wskazaniami, co dobrze oddaje napięcie między tradycją a nowoczesnością – motyw przewodni stojącej przed Shahem kadencji.

Droga do władzy Shaha prowadziła nie przez partyjne struktury i koneksje, ale przez ulicę. W 2025 roku Nepal ogarnęła fala protestów napędzanych przez młodych ludzi, którzy wystąpili przeciw korupcji, nepotyzmowi i ograniczeniom wolności w sieci. Demonstracje szybko przerodziły się w gwałtowne starcia i doprowadziły do upadku rządu. Był to ruch w dużej mierze oddolny, zorganizowany – co znaczące – w internecie. Ruch, choć pozbawiony tradycyjnych liderów, okazał się skuteczny politycznie. Wybory przeprowadzone już w tym roku stały się jedynie przypieczętowaniem i potwierdzeniem tej zmiany – sukces Shaha jest więc nie tylko osobistym zwycięstwem, lecz także instytucjonalizacją gniewu i aspiracji pokolenia Z.

Balendra Shah, 35-letni były raper i burmistrz Katmandu, to postać nietypowa dla nepalskiej polityki. Postać ze świata kultury młodzieżowej, bez klasycznego zaplecza partyjnego i finansowego. Za to z najważniejszym obecnie w Nepalu kapitałem: kapitałem społecznym. Popularność zdobył jako artysta krytykujący system, a następnie przełożył ją na sukces… polityczny. Jego program opiera się na trzech filarach: walce z korupcją, modernizacji państwa oraz tworzeniu miejsc pracy. Truizmy? Bez wątpienia. Ale dla większości Nepalczyków to właśnie obszary, które wymagają natychmiastowego ratunku. Shah to lider wyniesiony do władzy przez młodzież, który mówi językiem młodych i mówi do młodych. A co mówi? Przede wszystkim zapowiada realne zerwanie z dotychczasowym układem elit. Nowy rząd, złożony w dużej mierze z młodszych polityków i osób spoza tradycyjnych struktur, ma być symbolem tej zmiany.

W Nepalu panuje ostrożny optymizm. Ruch sprzeciwu był ogromny i zaangażował wiele osób. Ale oczywiście nie wszystkich. Dla wielu obywateli Shah uosabia nadzieję na koniec chronicznej niestabilności i układów partyjnych. Jednocześnie pierwsze decyzje nowego rządu, w tym zapowiedzi rozliczeń poprzednich władz, pokazują, że proces zmian może być konfliktowy. A część Nepalczyków czeka na poprawę codziennego życia, a nie rozliczenia. W regionie reakcje są powściągliwe – sąsiedzi Nepalu przyglądają się sytuacji z pragmatyzmem, licząc przede wszystkim na osiągnięcie w końcu długotrwałej stabilności. Czy energia ulicznych protestów i społeczny kapitał Shaha przełożą się na trwałe reformy, czy też zostaną pożarte przez system, przeciwko któremu wystąpiono? Te pytania pozostają otwarte.
Krzysztof Gutowski
