Któż nie zna Lawrence’a z Arabii? A jego przyjaciółkę i współpracowniczkę Gertrude Bell? Choć działali w tym samym czasie i miejscu, o niej historia zdaje się nie pamiętać. Olivier Guez tę pamięć przywraca, a robi to w znakomitym stylu.
Gertrude Bell, wykształcona, niezależna Angielki z zamożnej rodziny marzy o mężu i dzieciach, ale nudzi ją niemal każdy kandydat na małżonka. Coraz mocniej natomiast pociąga ją przygoda i Bliski Wschód. Dziewczyna uczy się arabskiego i perskiego, studiuje historię, podróżuje po fascynującym ją regionie, pisze książki na jego temat. Z każdym kolejnym dniem staje się coraz bardziej rozpoznawalną i docenianą znawczynią Bliskiego Wschodu. Nie przypuszcza jednak, że za kilkanaście lat, po upadku Imperium Osmańskiego, będzie jedną z osób, które na nowo ukształtują świat arabski.

Wyjątkowa powieść o wyjątkowej kobiecie. To właściwie wyczerpuje opis Mezopotamii, bo czyż słowo “wyjątkowa” nie zawiera w sobie wszystkich komplementów świata? Recenzja rządzi się jednak swoimi prawami, będę więc pisać dalej poczynając od wyjątkowej kobiety. Z którą jako arabistka zgodzić się w wielu, w tym fundamentalnych kwestiach nie mogę, a której nie podziwiać też nie jestem w stanie. Wstałam rano i narysowałam Irak – pisała w jednym z listów i niewątpliwie miała rację, bo Irak stworzyła z niepasujących się do siebie elementów. Jakoś przystawały, razem sprawiały wrażenie całości, po latach ich niedopasowanie dało o sobie znać na ogromną skalę. Obserwujemy to do dziś, choć przyznać trzeba, że amerykańska inwazja też zrobiła swoje. Niemniej, Gertrude Bell była kobietą tyleż kontrowersyjną, co szalenie wręcz intrygującą i nietuzinkową. Urodzona w zamożnej rodzinie, jedna z pierwszych kobiet, które ukończyły studia na University of Oxford z wyróżnieniem. Podróżniczka, archeolożka, pisarka i dyplomatka, która odegrała niezwykle istotną rolę w kształtowaniu polityki Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie na początku XX wieku.
I o tej wyjątkowej kobiecie Olivier Guez napisał zdecydowanie wyjątkową powieść. Ale Gertrude Bell nie jest jedyna, jest jeszcze bohaterka tytułowa, czyli kraina geograficzna, której Brytyjka oddała serce i którą nazywała swoją drugą ojczyzną. Guez przedstawił ją jako krainę trudną, niekiedy nieprzystępną, w dużej mierze dziką, ale zachwycającą surowym pięknem każdego, kto miał w sobie determinację i siłę do jej poznania. Mezopotamia w jego powieści uwodzi pieśnią beduinów, przeraża pustynnymi nocami, uwiera letnim upałem i zimowymi ulewami, koi pięknem oazy. W tej dzikości i uwodzicielskiej mocy przypomina nieco Gertrude – równie jak ona chłodną i gorącą jednocześnie. Bo choć panna Bell bywała po brytyjsku zdystansowana, to równoległą cechą jej charakteru była pasja, której oddawała się z trudnym do powstrzymania zapałem.
To nie jest sucha biografia, lecz tętniąca podskórnym rytmem opowieść o kobiecie i czasach, w których przyszło jej żyć. Na pannę Bell nie można bowiem patrzeć w oderwaniu od realiów historycznych – była ona “produktem” swoich czasów: kolonializmu i rywalizacji mocarstw na Bliskim Wschodzie. To lojalna poddana Imperium Brytyjskiego, która marzenie o chwale swej pierwszej ojczyzny przedkładała nad miłość do drugiej. A jednocześnie kobieta, która sięgając po to, co kultura początku XX wieku zarezerwowała dla mężczyzn, była przeciwniczką przyznania kobietom prawa do głosowania. Jest więc Mezopotamia lekcją historii, którą czyta się niczym połączenie powieści przygodowej i sensacyjnej, w dodatku napisanej w świetnym stylu. Dynamicznym i żywiołowym niczym Gertrude Bell, a finezyjnym jak arabska poezja. Nie jest to jednocześnie powieść z akcją pędzącą na łeb na szyję – tempo narracji spowalniają opisy realiów historycznych czy zawiłości politycznych, nie jest to jednak wada. Podobnie jak narracja nielinearna – aktualne wydarzenia Olivier Guez przeplata retrospekcjami, co pozwala czytelnikowi lepiej poznać bohaterkę.
Gertrude Bell bywa nazywana żeńską odpowiedniczką słynnego Lawrence’a z Arabii, ja jednak się na takie określenie nie godzę. Panna Bell zasługuje na pamięć jako najlepsza wersja siebie, a nie żeńska wersja odnoszącego sukcesy mężczyzny – jak każda kobieta zresztą. Tym bardziej, że sukcesy w kształtowaniu Bliskiego Wschodu miała akurat większe niż jej nieco młodszy kolega. Czy były to sukcesy etyczne z punktu widzenia Bliskiego Wschodu to już inna sprawa, którą każdy czytelnik oceni samodzielnie.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Sonia Draga.
Blanka Katarzyna Dżugaj
