Lubicie tureckie seriale? Po tym tekście spojrzycie na nie inaczej. Bo znaczna część pracujących na ich planach kobiet doświadcza psychicznej i fizycznej przemocy, dyskryminacji i niepewności.
Bajkowe stroje, piękne wnętrza, przystojni mężczyźni w roli ukochanych – żyć nie umierać. Ale tureckie aktorki, także serialowe, wcale nie są tak szczęśliwe, jak sądzą wierni fani tasiemców znad Bosforu. Według Raportu o zdrowiu i bezpieczeństwie kobiet, przygotowanego przez Związek Zawodowy Pracowników Kina (SINE-SEN) dziewięć na dziesięć kobiet pracujących w branży filmowej doświadcza naruszeń swoich praw – ze względu na płeć. O jakie naruszenia chodzi? Przede wszystkim o mobbing, molestowanie seksualne, przemoc fizyczną, ale też zastraszanie i poniżanie. Doświadczenie co najmniej jednej z tych form przemocy deklaruje 87,2 proc. kobiet pracujących w branży. I to nie tylko aktorek – w raporcie wypowiedziały się także charakteryzatorki, garderobiane, pracowniczki techniczne.

Jak czytamy w raporcie naruszenia nie ograniczają się do jawnych form przemocy. 81,3 proc. uczestniczek badania stwierdziło, że doświadczyło zachowań protekcjonalnych i wykluczających, a 59,6 proc. – bezpośredniej dyskryminacji ze względu na płeć. 79,2 proc. respondentek mówiło też o castingach, podczas których przywiązuje się większą wagę do wyglądu kandydatek do roli niż ich umiejętności lub doświadczenia zawodowego. Do tego dochodzi brak bezpieczeństwa fizycznego w miejscu pracy: 68,8 proc. kobiet deklaruje, że odczuwa strach przebywając w garderobach i toaletach, lub podczas dojazdów na plan.

Co istotne, przemoc opisana przez aktorki nie zmniejsza się wraz ze stażem pracy. Pomimo że 44,9 proc. uczestniczek badania ma 10-letnie lub dłuższe doświadczenie w branży filmowej, nadal doświadcza tej samej skali naruszeń, co oznacza, że dyskryminacja i przemoc wobec kobiet jest wpisana w DNA branży filmowej. A co gorsza, nie mają gdzie szukać pomocy. 66 proc. uczestniczek twierdzi, że nie ma dostępu do żadnych mechanizmów bezpiecznego zgłaszania przemocy, środków prawnych, które mogłyby je chronić ani wsparcia instytucjonalnego. Dlatego milczą. Boją się odwetu, wpisania na czarną listę lub utraty pracy w sektorze silnie uzależnionym od krótkoterminowych umów i nieformalnych praktyk rekrutacyjnych. Co chciałyby zmienić, skoro nie da się wpłynąć na zmianę mentalności mężczyzn z branży? Wśród postulatów kobiet, które wzięły udział w badaniu na pierwszy plan wysuwają się zwiększony nadzór, oraz wzmocnienie działalności związkowej.

Turecka branża filmowa i telewizyjna w ciągu ostatnich dwudziestu lat przeżywała intensywny rozwój – jeden z najszybszych na świecie w tym segmencie. Produkcja seriali wzrosła kilkukrotnie w porównaniu z początkiem lat 2000., zarówno pod względem liczby tytułów, jak i budżetów, przy czym wiele produkcji zyskało dużą popularność na rynkach zagranicznych. Turcja stała się jednym z największych eksporterów seriali telewizyjnych globalnie, ustępując jedynie kilku krajom, takim jak USA – tasiemce znad Bosforu emitowane są w ponad 100–150 krajach, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej, Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowej. Jak nietrudno się domyślić przychody z eksportu treści audiowizualnych wzrosły z poziomu marginalnego do setek milionów dolarów rocznie. Ale rozwój ten i sprzedawany na zewnątrz blichtr ma mroczne kulisy – związki zawodowe od lat mówią, że w branży tej brakuje odpowiednich regulacji, poważnej kontroli warunków zatrudnienia oraz równego stosowania przepisów dotyczących standardów pracy. A cierpią na tym przede wszystkim kobiety.
Blanka Katarzyna Dżugaj
