Odszedł Ahn Sung-ki. „Narodowy aktor” i ekranowe sumienie Korei Południowej

Koreański aktor Ahn Sung-ki, który od lat zmagał się z nowotworem krwi, zmarł w poniedziałek 5 stycznia w szpitalu Soonchunhyang University Hospital w Seulu — poinformowali jego przedstawiciele oraz władze placówki. W oficjalnym oświadczeniu podkreślono głęboki żal po nagłej i bolesnej stracie, modlitwę o wieczny spokój zmarłego oraz złożono kondolencje jego rodzinie. Przez lata sondaże opinii publicznej niezmiennie wskazywały go jako najbardziej kochanego aktora w Korei Południowej, co przyniosło mu i utrwaliło tytuł „aktora narodowego”.

Ahn Sung-ki przyszedł na świat w 1952 roku w Daegu w rodzinie związanej z kinem i bardzo wcześnie trafił na ekran — jako pięciolatek zadebiutował w The Twilight Train (Pociąg o zmierzchu, 1957). W dzieciństwie wystąpił w kilkudziesięciu produkcjach, po czym na lata wycofał się z aktorstwa; studiował wietnamistykę w Hankuk University of Foreign Studies, lecz po 1975 roku nie znalazł stabilnej pracy poza filmem. Do branży wrócił w 1977 roku, a jego karierę na nowo zdefiniowała rola w Good, Windy Days (Dobre, wietrzne dni, 1980) Lee Jang-ho, za którą otrzymał Grand Bell Award dla najlepszego debiutanta.

W kolejnych dekadach – szczególnie w latach 80. i 90. – stał się jedną z ikon koreańskiego kina, łącząc popularność z uznaniem krytyków. Zapisał się w pamięci widzów m.in. jako mnich w Mandara (Mandara, 1981), żebrak w Whale Hunting (Polowanie na wieloryba, 1984), weteran wojny w Wietnamie w White Badge (Biała odznaka, 1992), skorumpowany policjant w Two Cops (Dwaj gliniarze, 1993), morderca w No Where To Hide (Nie ma gdzie się ukryć, 1999), instruktor jednostek specjalnych w Silmido (Silmido, 2003) oraz oddany menedżer gwiazdy w Radio Star (Radio Star, 2006). Jego dorobek uhonorowano dziesiątkami nagród, w tym rekordowymi pięcioma statuetkami Grand Bell Award dla najlepszego aktora.

Ahn Sung-ki jest przez krytyków uznawany za jedną z kluczowych postaci południowokoreańskiego kina, a jego styl gry opiera się na skrajnej oszczędności środków, wewnętrznym napięciu i precyzyjnej kontroli ekspresji. Zamiast efektownych gestów buduje role poprzez drobne ruchy, subtelną mimikę i pracę spojrzeniem, nadając postaciom wyraźny ciężar moralny i psychologiczną głębię. Wielokrotnie podkreślano, że potrafił „nie grać” — istnieć na ekranie z dokumentalną naturalnością, a zarazem wypełniać role symbolicznym sensem, przez co stał się uosobieniem zwykłego człowieka uwikłanego w historię i bywał nazywany „sumieniem koreańskiego kina”.

Odejście Ahn Sung-ki to strata niepowtarzalnej formy aktorskiej obecności – wyciszonej, etycznej i głęboko osadzonej w historycznym doświadczeniu Korei. Krytycy zwracają uwagę, że znika wraz z nim typ aktora-świadka, potrafiącego bez patosu i retoryki ucieleśniać zbiorowe lęki, poczucie winy i nadzieje. Jednocześnie symbolicznie kończy się pewien etap w koreańskim kinie, a pytanie czy ktoś ze współczesnych koreańskich aktorów i aktorek również zasłuży bezdyskusyjnie na tytuł „narodowego aktora” pozostaje otwarte.

Krzysztof Gutowski

Dodaj komentarz