Być może istnieją jeszcze ludzie, którzy cenią sobie formę sztuki, jaką jest opera. Ci właśnie mogą pamiętać Nabucco Verdiego, którą od czasu do czasu zagrać musi każda szanująca się opera. Dzieło to przypomina nam historię perskiego despoty Nabuchodonozora II zawartą w biblijnej Księdze Daniela; historię władcy, który w przypływie szaleństwa uznał się za woła i jak wół zachowywał.
Nabuchodonozor II to wywodzący się z dynastii chaldejskiej król Babilonii, panujący w latach 604-562 p.n.e. W historii zapisał się jako wielki budowniczy, który przyczynił się do rozkwitu Babilonu – za jego czasów powstały m.in. słynna brama Isztar, potrójny, liczący osiemnaście kilometrów mur Babilonu, świątynia boga Marduka E-sagila, oraz wieża E-temenanki. Przypisuje mu się ponadto założenie słynnych wiszących ogrodów, które według legend miały być podarkiem dla ukochanej żony Nabuchodonozora II, księżniczki Amytis. Przyszły bohater opery Verdiego zasłynął również jako wojowniczy władca, za którego panowania państwo chaldejskie zajmowało pozycję hegemona na całym Bliskim Wschodzie. Nabuchodonozor II podbił Syrię, Palestynę, część Fenicji, oraz Jerozolimę – nie udało mu się jedynie z Egiptem, mimo wielokrotnie podejmowanych wysiłków. Po buncie podległego mu władcy królestwa Judy, babiloński władca rozkazał zburzyć Jerozolimę, a większą część jej mieszkańców uprowadzić do Babilonu – wydarzenie to zapoczątkowało trwający blisko pięćdziesiąt lat okres tzw. niewoli babilońskiej żydów. Z niewolą wprawdzie niewiele miało to wspólnego, dawnym mieszkańcom Jerozolimy żyło się bowiem w państwie Nabuchodonozora całkiem nieźle, Biblia pokazuje go jednak jako tyrana wrzucającego żydowskich młodzieńców do rozpalonego pieca. Zgodnie z biblijnym przekazem prorok Daniel wyłożył mu sen, po którym Nabuchodonozor II wpadł w obłęd na siedem lat – włosy urosły mu niczym orle pióra, paznokcie zaczęły przypominać pazury ptaka, sam król zaczął zaś odżywiać się trawą i zachowywać jak krowa.

Czy jednak traktować powinniśmy tę biblijną narrację wyłącznie jako próbę „demonizacji” nieprzychylnego biblijnym Żydom władcy oraz rodzaj przestrogi przed szaleństwem, które może przynieść władza?
Nie jest to jedyna wzmianka w tekstach starożytnych na temat ludzi uważających się za krowy czy zwierzęta w ogóle (ale o tym z pewnością innym razem). Perski władca Madź al-Dawla z dynastii Bujidów miał cierpieć na to zaburzenie. W czasie, gdy chorował na depresję miał ponoć uznać się za krowę i jak krowa zachowywać, a nawet oczekiwać, że zostanie zabity na mięso. Zjawisko to nazywane jest w literaturze fachowej boantropią, czyli silnym przekonaniem, że jest się krową lub wołem.

Teksty kultury tekstami kultury ale co na to współczesna nauka? Gdy sprawę potraktujemy poważnie musimy zwrócić się w stronę wyjaśnień proponowanych przez psychiatrię. Jednym z podstawowych wyjaśnień boantropii jest powiązanie jej z siłą autosugestii. Poczucie zmiany swojej natury i utożsamienia się ze zwierzęciem, np. krową bardzo często może stanowić objaw innych poważnych problemów, na przykład zaburzeń psychotycznych. Czasami epizody takie są chwilowe i po trwającym jakiś czas poczuciu „bycia czymś innym” czy posiadania „zwierzęcej duszy” wszystko wraca do normy. Wszak psychiatrzy mówią, że statystycznie przeżywamy w czasie naszego życia kilka kryzysów psychicznych, zazwyczaj przecież nawet nie uświadamianych.

Mniej spektakularną, ale również znaną i opisywaną formą tego zjawiska są sny o byciu krową. Opisał je już Freud w swoich wykładach ze Wstępu do Psychoanalizy. Twórca psychoanalizy uznał takie sny występujące u swoich pacjentów za istotny przykład snów, które mogą wywołać zanik granic między snem a jawą. Stany te postrzegane są przez psychoanalitycznie zorientowanych specjalistów jako forma regresji psychicznej lub ujawniania się treści skrywanych na co dzień w nieświadomości.
Boantropia jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, najczęściej towarzyszącym dziś poważnym zaburzeniom. Znika więc wśród wyliczeń innych objawów i symptomów. Ciekawe jednak, że utożsamienie się człowieka z najróżniejszymi zwierzętami to jedna z form obrony swojej spójności w czasie emocjonalnych kryzysów. Warto chyba poszukać innych takich form… O wilkołakach i innych zwierzołakach z punktu widzenia psychologii będziemy mieli jeszcze okazję napisać.
Krzysztof Gutowski
