Chińscy internauci domagają się zwrotu rodzimych artefaktów z Muzeum Brytyjskiego, a w mediach społecznościowych furorę robi filmik o żywym imbryku uciekającym z tej londyńskiej placówki.
Zaczęło się w sierpniu wraz z ujawnieniem największej kradzieży w historii Muzeum Brytyjskiego. Z tej prestiżowej placówki zniknęło blisko 2 tys. eksponatów, w tym złota biżuteria oraz klejnoty z kamieni półszlachetnych datowane na okres od XV wieku p.n.e. do XIX wieku naszej ery. Władze muzeum przyznały, że nie wszystkie artefakty zostały odpowiednio skatalogowane i zarejestrowane, dzięki czemu złodziej (którym według policji jest wieloletni kurator British Museum Peter Higgs) mógł relatywnie łatwo wynieść je poza placówkę. Część skradzionych przedmiotów “odnalazła się” na eBayu – zdaniem śledczych ich sprzedaż zaczęła się już w 2016 roku.

Źródło: Ham – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1553456
Tuż po wyjściu na jaw skandalu jedna z chińskich gazet wezwała Muzeum Brytyjskie do bezpłatnego zwrotu znajdujących się w jego zbiorach chińskich artefaktów. Od momentu powstania w 1753 roku muzeum to zgromadziło ok. 8 mln artefaktów, z czego znaczną część stanowią antyki pochodzące z Chin – Muzeum Brytyjskie posiada największą, liczącą bowiem ok. 23 tys. przedmiotów, kolekcję chińskich antyków na Zachodzie. W jej skład wchodzą obrazy, grafiki, ceramika, przedmioty z brązu i jadeitu – część z tych artefaktów pochodzi jeszcze z czasów neolitu. Zachodnie media podkreślały, że wśród skradzionych przedmiotów znajdował się m.in. zwój zatytułowany Napomnienia instruktorki dla pań dworskich (Nǚshǐ zhēn tú), który samo Muzeum Brytyjskie określa na swojej stronie internetowej mianem arcydzieła stanowiącego kamień milowy w historii chińskiego malarstwa. Nic dziwnego, jest to jeden z najwcześniejszych zachowanych przykładów chińskiego malarstwa zwojowego – jego autorstwo przypisywane jest tradycyjnie żyjącemu w latach 345–406 Gu Kaizhi, zachodni naukowcy uważają jednak, że zwój pochodzi z okresu między rokiem 400 a 700. Obraz został namalowany jako ilustracja do tekstu poetyckiego napisanego w 292. roku przez urzędnika-poetę Zhang Hua. Jego celem było udzielenie nagany cesarzowej, a jednocześnie przekazanie rad dla wszystkich kobiet odnośnie zachowania na dworze cesarskim. W jaki sposób tak cenny artefakt znalazł się w zbiorach zachodniej placówki? Jak nietrudno się domyślić dzięki kradzieży. W 1899 roku, po powstaniu bokserów, ukradł go oficer armii brytyjsko-indyjskiej, a następnie sprzedał Muzeum Brytyjskiemu.

Wezwanie Global Times wystosowane do londyńskiego muzeum masowo poparli chińscy internauci. Hashtag Muzeum Brytyjskie – prosimy o zwrot chińskich antyków błyskawicznie zrobił furorę na Weibo (chińskim odpowiedniku Twittera) – w niespełna dobę wyświetlono go ponad pół miliarda razy. We wrześniu natomiast hitem chińskich mediów społecznościowych – zwłaszcza Douyin, chińskiego odpowiednika TikToka – stała się seria filmików zatytułowana Ucieczka z Muzeum Brytyjskiego. Trzy krótkie, bo trwające nieco ponad minutę każdy, filmiki opowiadają historię jadeitowego imbryka, który uciekł z londyńskiego muzeum i szuka drogi do ojczystych Chin. Nie, to nie są animacje – imbryk jest żywą istotą, a wciela się w niego znana chińska twórczyni internetowa.

Co więcej, imbryk to prawdziwy artefakt, cenny choć pochodzący ze współczesnych czasów. Czajniczek ozdobiony jest wzorem w stylu Mogołów, przedstawiającym kwiaty lotosu i splątane gałęzie rośliny o nazwie Medinilla wspaniała. Muzeum Brytyjskie zakupiło go w 2011 roku jako przykład rzeźby z jadeitu, wykonanej unikatową techniką. I tu pojawia się zgrzyt, a słowem-kluczem jest „zakupiło” – imbryk został legalnie nabyty, a nie zagrabiony. Niemniej, na filmach ożywiony imbryk spotyka na ulicach Londynu chińskiego dziennikarza i próbuje przekonać go do pomocy w organizowaniu drogi do Chin. Na Douyin filmiki odtworzono 270 milionów razy, a ich twórcy w ciągu jednego tygodnia zyskali ponad pięć milionów obserwujących w chińskich mediach społecznościowych.

Fot. Muzeum Brytyjskie
To nie pierwszy raz, gdy chińscy internauci upominają się o zwrot zagrabionych przez światowe muzea artefaktów – choć jak do tej pory najbardziej spektakularny. Trudno się dziwić: to dość naturalna reakcja na zwrot ku chińskim korzeniom kulturowym dokonany kilka lat temu przez rządzącą Komunistyczną Partię Chin. Narrację o odpowiedzialności tradycyjnej kultury za zacofanie Chin zastąpiono powrotem do korzeni kulturowych, które traktowane są jako podstawa chińskiej tożsamości. W obecnej polityce partii to właśnie odwołanie do dawnych Chin, a nie myśl Mao Zedonga, ma spajać naród i budować nowe, młode społeczeństwo. Niestety, dziedzictwo historyczne – zarówno niematerialne, jak i materialne – stało się kolejnym narzędziem w konstruowaniu nastrojów nacjonalistycznych w społeczeństwie. Te natomiast stale rosną, zwłaszcza w obliczu natężających się napięć w relacjach Chin z krajami Zachodu, zwłaszcza USA. W tym momencie pojawia się jednak kolejny zgrzyt, na który nie bez racji zwróciło uwagę wiele mediów chińskich tworzonych na Zachodzie (m.in. Radio Free Asia): gdyby artefakty zostały w Chinach mogłyby zostać zniszczone podczas Rewolucji Kulturalnej, gdy trwał odwrót od tradycyjnej kultury Chin. Argument ten pojawia się w wielu dyskusjach na temat zabytków zagrabionych na Bliskim i Dalekim Wschodzie, pytanie czy jest słuszny to jednak temat na zupełnie inny artykuł.
Z danych UNESCO wynika, że 1,6 miliona chińskich zabytków kultury zostało skradzionych i zgromadzonych przez 47 muzeów na całym świecie. Od 2012 roku Chinom zwrócono ponad 1700 dóbr kultury – aby tego dokonać zawarto 23 umowy dwustronne, mające ułatwić zwrot oraz zwalczać nielegalny handel dobrami kultury.
Blanka Katarzyna Dżugaj
